Dla mnie te twoje kółka są ok.
Przecież widzę, wariatka, włosy w nieładzie, ręce w błocie, błoto na twarzy, na twarzy same niedopowiedzenia. Klęczy i mamrocze, niech wreszcie coś powie, myślę, bo nie wytrzymam. Stoję tu i patrzę, jak ona w tej kałuży się tapla się i nie ma zamiaru wszystkim powiedzieć, o co tu chodzi. A mnie skręca, dreszcze, pot. Zrobiłbym jej zdjęcie aparatem w komórce, ale mi ukradli i nie mam już niczego. Wczoraj dowiedziałem się, że wszystko się kiedyś kończy; wstałem i wyszedłem przez drzwi, nie przez okno, okno zostawię na ostatnią chwilę.
I trafiłem na dworzec, kupuję hamburgera, żeby poczuć się jeszcze bardziej ostatecznie, żeby wszystko wyglądało jak przeciągnięte photoshopowym filtrem black and white. Zapaliłbym papierosa, ale nikt mnie nie częstuje, nikt nigdy mnie nie częstuje, bo niby dlaczego miałby mnie częstować ktoś papierosem, na dworcu pekaes, gdy kupuję hamburgera max 6,50 ze wszystkim i z chusteczką.
Cebulę mam na bucie, na kolanie pomidora. Leci mi z rąk to wspaniałe danie, cały w sosie jestem, a chciałem być tylko cały w skowronkach (łąki i muchy, kwiaty i deszcz), więc irytuję się, upuszczam bułkę, wpada to w kałużę, chlupie żałośnie i o dziwo, pasuje, wszystko pasuje. Ja przed budką z hamburgerami, hamburger w brudnej kałuży. I ona w błocie, na tle przerażonych ludzi i brudnych jelczy.
Myślę wtedy, podejdę do niej, bo przecież to bez sensu, jeśli te nasze znaczenia mają się nie spotkać i kiedyś umilknąć, myślę, podejdę i powiem, chodźmy stąd, zaraz jedzie pociąg do. A potem już się nie będziemy martwić niczym, żadnymi przerażonymi ludźmi i smutnymi budkami z rakotwórczym jedzeniem, tylko przedział wagonu, metaliczny zapach zardzewiałych okien, brudne szyby i prześmierdłe tysiącami kilometrów zasłonki, a dalej te wszystkie zmienne za oknem widoki, pagórki, dolinki, małe stacje, duże hale. A ty będziesz mogła być dowoli energiczna, machać rękoma, rysować na szybach kółka, gwiazdki i wypowiadać niesprawdzalne tezy, opowiadać o tajnych światach, do których kiedyś na pewno dojedziemy, ale się tam nie osiedlimy, bo po co, będziemy regularnie przycinać swoje korzenie, robić zdjęcia telefonami, owlekać wszystko tanią sepią.
Kochanie, nie mam domu, ale mogę kupić nam przedział, będą dwa łóżka, rozregulowane grzejniki, jeden śmietniczek. Lusterko i dwa składane stoliczki. I dużo szyb, przez które zaglądać będą kolejowe stacje. Tak jej mówię. I jeszcze, kochanie, ty, ja i konduktor jesteśmy wyjątkowi, wsiądźmy do pociągu, pokażmy swoje bilety, w którym już zawsze będę miał wpisane druga klasa, ale to nic, ale to nieważne, dojedziemy w to samo miejsce, tylko nasz status jest trochę tańszy, mamy więcej cerowanych dziur w spodniach, więcej przykrych wspomnień. Wszystkie je kiedyś zamkniemy w pociągowej łazience, spuścimy wodę. Na stacji.
Na stacji będą stać rodzice. Wypięknieni, wypachnieni. Chciałbym poderwać się, szarpnąć za okno, ale ono wiecznie się zacina i trzeba użyć tak wielkiej siły, której ja nie posiadam, może zrobimy to razem, ty i ja, obok siebie, za tę samą okienną klamkę, może uda się wreszcie otworzyć okno na czas i nikt nie powie, że znowu ci nie wyszło, że znowu za późno, za wcześnie, za słabo. Jak byłem mały, biegałem po pociągu i przyklejałem na gumę żyletki do tych okiennych klamek. Niech ludzie krwawią, kochanie.
I tak będziemy jeździć, rozmawiać w rytm pociągu, tak tak, tak tak, wszystko zależy od tego, czy ktoś otworzy nasz przedział i zapyta, czy tu wolne. Potem jeszcze będziemy musieli dźwigać ich bagaże, potem jeszcze śliskie spojrzenia, które nigdy nie trafiają, które zawsze chybiają, dlatego odwrócimy wreszcie od siebie wzrok, włączymy swoje empetrójki, otworzymy grube książki, rozwiążemy krzyżówkę. Albo nie. Zawsze można wyjść na korytarz, stanąć koniecznie w przeciągu trącani brzuchami i walizami przechodzących i patrzeć na korytarz, którego koniec przemieszcza się wraz z tobą, ale nigdy się nie zbliża.
Jest noc, tak tak, możesz spać, ja jeszcze posiedzę, pogapię się w okno, za którym nie widać nic, tylko czarny kwadrat, czarny kwadrat. Za moment cię obudzę i pójdziemy zapalić do pociągowego szaletu, zamkniemy się w tej małej przestrzeni, uchylimy okno. Pod stopami toaletowe papiery topione w kałużach o ostrej woni. Zaciągnij się, bo inaczej nie można. Tak tak. Po powrocie zauważymy, że wszystko nam ukradli i zostawili notkę, że jeszcze tu wrócą i nas zabiją.
Cześć Cyniku!
Nie narzekaj na czytelników, ma się zawsze takich, na jakich się zasługuje.
Inna sprawa, że chcialoby się mieć innych…
Serdeczne Uściski
Inspektor Leśny…
Inspektor Lesny
Styczeń 19, 2010 at 4:49 pm
Dokładnie. Ja zasługuję, widać, na same konserwy.
c y n i k
Styczeń 20, 2010 at 1:40 pm
Trafiles w sedno. Tak, ja jestek konserwatysta.
Badz wiec mily i nie przyklejaj mi etykietek, byle jakich, byle kolor mialy jaskrawy…
Twoj oddany
Inspektor Lesny
Inspektor Lesny
Styczeń 20, 2010 at 2:07 pm
Bądź tak miły i zacznij pisać na temat, komentować to, co jest do skomentowania, bądź również miły i nie wklejaj mi sentencji z aforyzmy.pl, nie racz mądrościami poczciwego ludowego dziadka, próbując zachować przy tym pozory neutralności. Do publicystyki zaangażowanej zapraszam może na nieco bardziej aktywistyczne – a i sławniejsze – blogi. Ja tu piszę, ty tutaj smrodzisz. Nie interesuje mnie wymiana płynów – ani poglądów – z jakąkolwiek opcją polityczną. Mam nadzieję, że również teraz trafiłem w sedno.
c y n i k
Styczeń 20, 2010 at 11:00 pm
“Ja tu piszę, ty tutaj smrodzisz”
Nie, Ty piszesz, ja komentuję, a Ty użalasz sie na komentatorów.
Inspektor Lesny
Styczeń 21, 2010 at 6:09 am
Niczego nie komentujesz. Jak można komentować post napisany na innym blogu? Wchodzisz tu i piszesz nie na temat, jak posłaniec jakiejś mądrości. Było napisać e-mail, jeśli chciałeś przekazać mi prywatną wiadomość. Jeśli zaś chciałeś błysnąć – a chciałeś – to niestety, wypada dwa razy się zastanowić. I wybacz, że użalam się na stan komentatorów, ale trudno się nie użalać, kiedy czyta się Twoje posty.
c y n i k
Styczeń 22, 2010 at 3:53 pm
“. Jak można komentować post napisany na innym blogu?”
A jak można komentować i przyklejać etykietki swoim wlasnym czytelnikom, na cudzych blogach?
Inspektor Lesny
Styczeń 22, 2010 at 8:00 pm
supplement
“ale trudno się nie użalać,”
Jedyny błąd w moich komentarzach, to chyba to, że nie podzielam Twojego spojrzenia na swiat.
Inspektor Lesny
Styczeń 22, 2010 at 8:03 pm
Inspektorze, nie rozśmieszaj mnie, z Ciebie czytelnik żaden, a jedynie facet, który chce błyszczeć w komentarzach i doradzać innym, jeśli Ci przypadkiem zdają się mówić ze zbyt wychylonego na lewo miejsca.
Błąd w Twoich komentarzach polega na tym (powtórzę Ci to raz jeszcze), że Twój komentarz jest chybiony i nie traktujący o tekście. Innymi słowy, wszedłeś tu tylko dlatego, żeby mnie prztyknąć w nos, nie poświęcając chwili na przeczytanie tekstu. Rozumiesz więc teraz, że co jak co, ale czytelnikiem ty nie jesteś. Nie tego bloga.
c y n i k
Styczeń 23, 2010 at 5:59 pm
Twoje pisanie przypomina mi po trochu Piotra Kaczorowskiego, którego bardzo sobie cenię…ale żeby nie było zbyt różowo muszę napisać, że lubię Inspektora, a Ty go niesłusznie obrażasz !
Farida82
Styczeń 28, 2010 at 7:17 am