Wszystko ma znaczenie.
Otwierasz oczy i przypominasz sobie, że jesteś człowiekiem. Tak. Masz głowę i nawet ręce, masz całkiem przystojną twarz, niebieskie oczy i różne takie. Chciałbyś umrzeć, myślisz, i wydaje ci się to szalenie infantylne. Masz kaca. Potwornego. Jezus Maria.
Każesz spierdalać gołębiowi za oknem, który przysiadł sobie niewinnie na parapecie. Szukasz papierosów, bo chcesz zapalić, ale przypominasz sobie – no kurwa – że nie palisz od roku. Chce ci się płakać, ale chyba nie dasz rady utrzymać odpowiedniego dramatyzmu, prędzej zwalisz się do łóżka, klnąc w myślach. Dużo klniesz. Jezus Maria.
Zupełnie nie wiesz, kto wsadził cię w tę rolę, podejrzewasz, że ty sam. Stoisz teraz na ulicy, bo przecież skończył się sok pomarańczowy, bez miąższu bo to obrzydliwość. Ulica jest zaśnieżona i zagracona ludźmi. Chodzą. Robisz parę kroków, myśląc, że hej, przecież wszystko jest ok. Bardzo świata nienawidzisz. Jest ok.
Robisz parę kroków w kierunku sklepu Biedronka, a nie idzie ci za dobrze, śnieg ucieka spod nóg, zapadasz się, brodzisz. Patrzysz na swoje buty, a one brudne, jakbyś wracał nocą przez nie śniegi, a błoto. Do wesela się zagoi, mówisz do nich. Czyli właściwie od czterech lat nic się nie zmieniło? No, owszem, image zmieniony, dostałeś się na uczelnię, ogólnie jakoś tak inaczej, buty nowe kupiłeś, ale wciąż na nich błoto, wciąż brud po ciężkiej nocy, o której pamiętasz tylko tyle, że była, musiała przecież być.
Łapiesz się nagle, że właściwie wciąż jesteś na etapie wierszy o śmierci. Co się patrzysz, głupi chuju. Tak sobie witasz jakiegoś krótko ściętego chłopaka w pojaśnianych jeansach. Nie lubisz w tym momencie krótko ściętych chłopaków.
Masz problemy ze światoobrazem. Zamazuje się i wyłącza. Jest też sztywny, jakby z tekstury, celowo tu ustawiony, pomalowany pastelami „dla kolarzy”. Wiesz, że za chwilę usiądziesz w fotelu, złapiesz się za głowę i przysłonisz oczy, jakby stopniowe dawkowanie rzeczywistości zmniejszało jej bezpośredniość. Na stoliku czekają obowiązki. Po jednej stronie Teksty Drugie, po drugiej filmy na DVD. Uspokajasz się, że przecież jutro też jest dzień (jest?) i możesz sobie pooglądać. Zgaszone światło, świecący kineskop telewizora i zamknięte drzwi dobrze ci zrobią.
Ale teraz stoisz w śniegu, w brudnych butach, śmierdzisz wódką, czujesz ostry smak w gardle, w uszach szum, w głowie mózg obija się o czaszkę, tak, i ktoś mówi ci dzień dobry. A ty odpowiadasz spierdalaj. Zastanawiasz się, dlaczego oglądając film o Robercie Hanssenie, Twoja sympatia stoi po jego stronie.
Jest ok. Słońce odbija się od śniegu, wszystko wydaje się takie ładne – wiesz – życie jest ciekawe, życie jest wspaniałe, wiesz, musisz dać z siebie wszystko, muszę wiele rzeczy, sms o takiej treści dziś dostałeś. Lubisz rzeczowe smsy. Nie lubisz ludzi. Czy lubisz tylko to, co ludzie stworzyli?
Czujesz na sobie ciężar historii – uśmiechasz się okropnie, bo Twoja postać z obowiązkiem i ideą nie za bardzo się lubią. Tak, cały świat dziś jest na Twoich barkach i jeśli ty tutaj, na tej ulicy, spektakularnie wywrócisz się i zakrwawisz nieskazitelną biel śniegu swoją brudną krwią, to świat znów przestanie istnieć, to ludzie to zauważą i przestraszą się, powiedzą: „Jezu, świat przestanie istnieć!”. Czy mesjasz miał brudne buty? Czy mesjasz mógł śmierdzieć wódką? A jeżeli nie mógł, co to zrobisz? Kim okażesz się w tej chwili?
Masz kaca. Ludzie popełniają błędy, mówi do Ciebie jakiś telewizyjny głos duszpasterza, ludzie popełniają błędy, pytanie tylko, co Ty zrobisz z tym doświadczeniem? Zastanawiasz się, czy się nie wyrzygać. Jest ok. Czy popełniłeś wczoraj jakiś błąd?
W Biedronce mijają cię klienci. Gapisz się na soki. Kyrje-kurwa-Eleison. Przechadzasz się sklepowymi alejkami. Masz dość. Tak. Zdecydowanie. Ale jest ok. W dziale chemicznym na posadzce zauważasz rozbity słoik z konfiturami. Nie wytrzymujesz. Stoisz w Biedronce, w dziale chemicznym przed rozbitym słoikiem z dżemem i płaczesz. Łzy płyną, ale jest ok, pytanie, co zrobisz z tym doświadczeniem? Wszystko ma znaczenie.



…wspomnienia…
Black Ops
luty 20, 2009 at 10:42 am
Znaczenie dokucza trochę ale przeważnie przechodzi. Znaczenie jest tylko tak długo jak ten dla którego znaczy, czyli niedługo. Znaczenie też minie. Jak wszystko.
telemach
luty 20, 2009 at 3:28 pm
Najpiękniejszą powieścią o “znaczeniu” czy ewentualnej frazie “wszystko ma znaczenie” jest Kosmos, Gombrowicza. Świetnie tam pokazał, jak struktura znaczenia rozpada się, gdy ma się zmierzyć z nieobliczalnością świata.
c y n i k
luty 21, 2009 at 1:53 pm
No raczej.
Alchemia
luty 24, 2009 at 1:42 pm
hehehhe typowe… chciałoby się rzec
skem
marzec 3, 2009 at 9:46 pm