Odpowiedzialność za Słowo.
To chyba normalne, że każdego nachodzi jakaś refleksja na temat tego, co stworzył. Znana polonistyczna rada głosi, że swojego tekstu nie ocenia się świeżo po napisaniu, raczej też nie przydaje się opinia znajomych i rodziny, a jedynie kogoś nieznajomego i bez skrupułów mogącego sprowadzić cię na ziemię czy to oceną czy opinią.
Blogi to straszny wynalazek. Podobnie jak cały internet. Demokratyzacja języka w wieku bodaj XIX doprowadziła do równouprawnienia względem tych, którzy językiem władali jak wojak muszkietem, i tymi, którzy znali jedyne parę prostych zdań jak „rzygać”, „dupczyć” i „żryć”. Kiedyś, aby cokolwiek napisać (i wydać), należało być światłym, wykształconym, mądrym, raczej też starszym. No i należało nie mieć waginy. Dzisiaj wystarczy mieć lat 16, samobójcze myśli i opłacony dostęp do internetu, a przyznaję, że z tym ostatnim mam problem. Konsekwencja tego „równouprawnienia” drastycznie obniżyła poziom pisma w ogóle, paradoksalnie, w gąszczu milionów tekstów, jakie się pojawiły po boomie stałych łącz i Neostrady, zmniejszyło się znaczenie krytyki literackiej. W sklepie internetowym Merlin zamiast opinii oczytanych, etatowych recenzentów odnajdziemy komentarze klientów. Toteż pod dziełami Coelho, Grocholi, Whartona czy Janusza Wiśniewskiego pojawiają się wpisy typu: „najlepsza książka na świecie” czy „najlepiej napisana”. Dzieła te zyskują też miano „kultowych”, „wiekopomnych”, „rewolucyjnych” i tym podobne. Często zresztą opinie te najeżone są błędami. Już nie krytyk decyduje o tym, czy dana książka jest cokolwiek warta, ale zwykły, bliżej niezidentyfikowany, internauta. Nie wiemy, czy ma lat 12 czy 60, czy ma maturę i teczkę w IPN, natomiast wiemy, że książka zyskała miano „rewolucyjnej”, co biorąc pod uwagę anonimowość recenzenta, tworzy ułudę obiektywizmu. Dzieło staje się obiektywnie rewolucyjne i pal licho, że autor takiej opinii użył tego słowa, bo akurat była to pierwsza jego książka z poza kanonu lektur i odkrył, że literatura używa słowa na „k”, a czasami nawet opisuje kopulację. Nawiasem mówiąc, podobnie stało się z samym językiem. O tym, czy dane słowo wejdzie do słownika języka polskiego czy nie, decydują dziś już nie poloniści, jak wierzy lud, nie profesor Miodek ani jakiś Związek Literatów, a decyduje o tym uzus, czyli użycie języka. Innymi słowy, decydujemy o tym my. Nasi dzielni badacze więc spisują kolejne słowotwórcze formy, które w dobie reklamy pojawiają się z tygodnia na tydzień (moje ulubione ostatnio zasłyszane słowo to „fotogenialny” – palce lizać!), poczym wyciągają wnioski i zatwierdzają, jeśli tylko forma ta nie jest w jakiś sposób, za przeproszeniem, kretyńska jak np. „poszłem”. Swoją drogą, obserwując np. Naszą Klasę.pl zastanawiam się, czy owi badacze nie popełniają czasem samobójstwa, bo praca musi rzeczywiście podła.
Wirtualizacja dzieła i demokratyzacja języka wymusiła zmianę na postrzeganiu utworu jako takiego. Bo przecież blog jest także publikacją, decydujemy się na jego czytanie dobrowolnie, a w dodatku, jak to w hipertekście , wybiórczo i fragmentarycznie, tj. nie czytamy całości, a tylko tę podstronę, do której zaprowadził nas odnośnik. Nie będę się dalej zagłębiał w ten temat, choć sam w sobie jest ciekawy. Interesuje mnie natomiast to, jak szybko okazało się, że utwory pisane na blogach czy witrynach WWW stały się… niezobowiązujące. W przypadku pomyłki czy skrytykowania (przez falę internautów-krytyków, zapewne po wieloletnich studiach z krytyki literackiej…) zawsze można zmienić adres, domenę czy ksywę. Pewnie każdy z nas pamięta romantyczną i modernistyczną koncepcję artysty, tak wałkowaną w liceum. Artyści ci różnili się, ale dostrzec można płaszczyznę porozumienia, tj. świadomość autorstwa tekstu. Romantyk wręcz krwią bazgrał te swoje teksty, by było jeszcze bardziej dramatycznie i by motłoch zrozumiał jego poświęcenie, a modernista nigdy by owych tekstów nie skasował, bo zawierały ucieleśnienie jego fotogenialności, którą mógł oświecać „nieoświecalny” w gruncie rzeczy tłum. Opisywane wyżej procesy wirtualizacji i demokratyzacji szybko jednak zmutowały wizję artysty (co nie oznacza, że romantyczny rodowód nie pokutuje co rusz w niektórych tekstach i w opiniach o pisarzach, że wspomnieć tu takie postacie jak Świetlicki czy Pilch, którzy mieliby za swoją genialność płacić alkoholizmem). Romantyk i modernista w tekście internetowych nie istnieje. Istnieją zaledwie blade imitacje, gdy ktoś próbuje przemawiać z Mont Blanc, choć siedzi zaledwie na usypanym kopcu kociej kupy. (Tak, lubię słowa na „k”). Pozbycie się imienia i nazwiska jest w istocie pozbyciem się autorstwa.
Tak o to można popełnić niezobowiązujący zupełnie tekst i dostać komentarze, czego zwykle nie umożliwiała zwarta publikacja, że tak to ujmę, papierowa. Dyskurs staje się namacalny, bo i widoczny w komentarzach do owej blogowej notki. Dyskurs ten ma w sobie coś z propagandy, bo i moderator w postaci czujnego autora potrafi usuwać nie pasujące do autorskiej wizji komentarze. W dyskurs ten, co najśmieszniejsze, czasami zakradnie się robot reklamowy i poinformuje adwersarzy dwóch stron o możliwości powiększenia penisa, cycków czy o tym, iż Tatiana robi niezły blowjob na tej i na tej stronie. Dodając do tego fakt, że na każdym komputerze owy blog może wyglądać inaczej (inna rozdzielczość ekranu, wielkość okien, przeglądarka, odwzorowanie kolorów itp.), otrzymujemy zupełnie niespójny śmietnik rozmaitych anonimowych, a więc nic nie wartych opinii.
Przejdźmy do konkretów. Z zaciekawieniem przyglądałem się temu, co dzieje się pod jedną z moich starszych i słabiej napisanych notek (tak, wiem, że wszystkie są słabe, ale dla potrzeb tego artykułu przyjmijmy, że pewne są „słabsze”). Przyznam, że w pewnym sensie mnie to przeraziło, bo oto w tekście, w którym ironicznie podkpiwam ze straszenia biednych ludzi sektami… owi biedni ludzie zaczęły sekty szukać. I tak oto Soul69 pisze: „ja tez szukam.., moze ktos poleci jakas godna uwagi..”. Wiecie, będąc autorem bloga (zresztą, będąc autorem czegokolwiek) należy mieć świadomość, że czytają cię różni ludzie. I ci młodsi i ci starsi. I ci głupi i ci mądrzy. Różni. Toteż niektórzy nie za bardzo rozumieją, że używasz ironii, hiperboli czy innej figury, by wprowadzić napięcie czy po prostu napisać coś ciekawe, może niebanalnie (niebanalnie mówić do pokolenia MTV, no kurwa…). Soul69 jest jedną z osób, którzy najwyraźniej nie załapali się, gdy Bóg rozumy rozdawał. Myślałem zresztą, że to jednorazowy wybryk, gdy pojawiły się kolejne, jak komentarz kevina: „tez szukam sekty najlepiej takiej co kultywuje sex ale nie moge zadnej znalesc a mieszkam w duzym miescie…”. Załamałem się jeszcze bardziej, gdy odkryłem, że ci ludzie to ludzie raczej już dorośli. Głupota w młodości to przypadłość, głupota u dorosłych to cecha. Z pomocą poszukiwaczom przyszedł Katharsis: „A jakie masz poglądy, czego dokładniej szukasz. Ja myśle żeby założyć własną… Wstąpienie do sekty uzależniłoby Cię od guru. Jakby co to pisz do mnie
”. Potem vik rzeczowo napisał: „Wstąpię do sekty ####@o2.pl” (adres zmieniłem). I wreszcie promyk nadziei, dziewczyna w jasności (choć z ksywą Wicia666) pisze: „sadze ze bardziej chodzilo o pokazanie ze cale narzekanie i lament o to ze sekty werbuja ludzi jest wypaczony,przerysowany i nie ma duzo wspolnego z rzeczywistoscia. a ze ludzie komentujacy nie widza ironii to nie moj problem
”. I brawo, autor się cieszy, bo jednak został zrozumiany, jednak ktoś go rozumie! Oprócz tego pojawiły się również głosy oburzenia (ci już w ogóle nie zrozumieli, o co biega). Fd pisze: „Jestescie jebnieci.. bez kitu.. takich jak ty powinni palic”, user o ksywce Obie natomiast nieznacznie się poirytował: „PIOPIERDOLENCY !!! PALIC CHUJOW ZAJEBAC !!! SZMATY PIERDOLONE JEBANE SEKTY!!!!!!!! DO CHUJA SIE PRZYŁACZCIE KURWAAAA !!!” oraz Kemsa: „powinno sie wam jajca podpalić idioci wielcy ave 666 idioci nie rozumiący samych siebie szukający pocieszenia w innych tzw religiach zastepczych FACK THE ALL MONSETERS”.
Miałem mieszane uczucia i zastanawiałem się, czy po prostu owych komentarzy, owych świadectw głupoty nie usunąć, bo poziomem nawiązują do wspomnianych wyżej robotów reklamowych od powiększania penisa. Zostawiłem je jednak, bo są tak pięknym i wzruszającym dowodem świadczącym o… no właśnie, o czym? Może wy potraficie to ocenić?
Traktowałem tekst pt. „Szukam sekty!” jako tekst dość humorystyczny, a jego recepcja okazała się jednak, przyznacie, drastyczna. Ciekawe, czy Nietzsche stworzyłby koncepcję Ubermenscha, gdyby wiedział, że Hitler później błędnie ją wykorzysta. To co zawsze irytowało mnie w innych blogach – podkreślenia, boldy, selekcjonowanie i wyszczególnienie najważniejszych tez (bo odbiorca jest głupi i trzeba mu wszystko narysować) stało się nieuchronną konsekwencją XXI wieku. I sam musiałem zacząć podkreślać, o czym piszę, musiałem wyboldować to, co chcę, aby zostało przeczytane i zrozumiane. Przeraziłem się, gdy i tak ktoś nie zrozumiał, że w tekście „Dlaczego wierzę w Szatana?” owego Szatana nie ma, natomiast autor satanistą nie jest (i nawet czarno na białym o tym napisał na końcu artykułu). Być może wymagam tutaj za dużo, bo wymagam od odbiorcy, po pierwsze, zdolności czytania ze zrozumieniem, po drugie, znajomości mojej osoby i moich poglądów. A być może po prostu sam na tym artykule poległem i nie uwydatniłem znacząco tego, że jestem ateistą, a Szatan w tym tekście to cholerna metafora negacji i buntu. Ale i tak muszę przyznać, że zasugerowanie mi, iż nie powinienem mieć ksywki „cynik” i pisać o tym, o czym pisałem, bo to mieszanie „antropologii starożytnej z nowoczesnością” zbiło mnie z tropu. To ja się tu trudzę, staram, by było ciekawe, a to jak krew w piach. Ja tu o tym, że Dekalog jest nieosiągalny, a ktoś z pretensją o tym, że to nie Szatan powoduje, a ludzie… Ja tu o moim stosunku do kleru, a ktoś wyraża (ironicznie, w zamyśle) swój gniew, bo nie ma kogo zaprosić do łóżka. Następnym razem użyję kolorów, by podkreślić ważność tez. Zielona – mało ważne, żółte – umiarkowanie ważne, czerwone – bardzo ważne.
Znacie te historie, według których niezrównoważony fan muzyki rockowej popełnia samobójstwo, bo nasłuchał się Sabbath Bloody Sabbath czy innego utworu, w którym Szatan nakłania do targnięcia się na swoje życie? Wiecie, to na swój sposób piękne, że Słowo ma wciąż taką siłę – że potrafi zabić – ale myślę, że wokalista takiego zespołu musiał się w pewnym momencie zastanowić, bo trzymał przy sobie potężną władzę i musi jej, uwaga, teraz sentencja ze Spidermana, używać rozsądnie. I pytanie na koniec: Czy artysta, który dostosowuje swoje teksty do słabiej przygotowanego odbiorcy, czy taki artysta nie przestaje przypadkiem być artystą, a staje się rzemieślnikiem? I czy jego tekstu na tym nie tracą?
Dodatek dla złośliwych:
Autor podaje się za artystę tylko pod wpływem.



dołóż do tego problem komunikacji: to co napisałeś, nie jest tym co ja przeczytałam… nie da się tego uniknąć…
należy się zastanowić po co pisać.. a raczej dla kogo pisać… publikując w takim miejscu jak to z definicji narażasz się na odbiór “szerokich mas” mocno przypadkowej publiczności, która niekoniecznie jest w “targecie” Twojego artykułu…
zastanowić się trzeba, czy warto marnotrawić “talent”, który zostanie przez różne blondynki (posiadaczki waginy, co skutecznie wyklucza je z możliwości pisania wartościowego), maniaków seksualnych, dyslektyków i dysortografików rozmieniony na drobne…
ale to musisz wiedzieć Ty, Artysto (czytaj Autorze)… i dokonać wyboru… klawisz DELETE zawsze do usług
a swoją drogę przyjemnie się Ciebie czyta…
skem
sierpień 18, 2008 at 5:57 pm
skem, coś ty! Delete zmiażdżyło by moje ego. To jak samobójstwo. A ja już kiedyś napisałem, że samobójstwo jest ok tylko wtedy, gdy wydam parę niezrozumianych przez krytykę opowiadań, trzy powieści, traktat filozoficzny i źle przyjęte przez szerszą rzeszę wiersze ;p Wtedy będzie ok.
c y n i k
sierpień 18, 2008 at 8:04 pm
Zasadniczo się z Tobą zgadzam. Znaczna część społeczeństwa, w którym żyjemy cierpi na upośledzenie zdolności czytania ze zrozumieniem, co w połączeniu z miernym poziomem wypowiedzi tychże ludzi skutkuje niemałym szumem informacyjnym. Na szczęście człowiek dociekliwy, gdy się odpowiednio postara, może znaleźć w Sieci wartościowe i utrzymane na odpowiednim poziomie (zarówno merytorycznym jak i językowym) serwisy. Pozostaje chyba tylko pocieszać się tą myślą i przyczyniać (w miarę możliwości) do wzrostu ilości tego rodzaju stron.
Zjawisko społeczne znane pod pojęciem “blogosfery” (co za durne określenie, swoją drogą) to, w mojej opinii, pozytyw. Dzięki blogom ludzie dzielą się z innymi wiedzą, opiniami, doświadczeniami, rozwiązaniami często pojawiających się problemów czy też po prostu myślami, wspomneniami, marzeniami, radościami itp. Odniosłem wrażenie, że nie uznajesz tego typu twórczości (zwłaszcza w wydaniu “lżejszym”). Jak jest tego nie wiem (jednak z chęcią o tym podyskutuję), aczkolwiek z tym zjawiskiem pogodzić się trzeba. Internet to potężne narzędzie. W moim mniemaniu należy oceniać ludzi używających Sieci a nie sam fakt jej używania.
Na koniec mojego wywodu chciałbym zwrócić Ci uwagę na dwie sprawy, które mnie w Twoim tekście zraziły. Po pierwsze wytykasz ludziom ukrywanie się pod pseudonimami, zaś sam nie podpisujesz się pod swoimi słowami imieniem i nazwiskiem. Co prawda można te dane znaleźć na stronie “O mnie” jednak dla przeciętnego Internauty autorem tekstu jest “cynik”. Po drugie jeśli już wytykasz ludziom poziom językowy to zwróć uwagę na dwa błędy, które napotkać można w Twoim tekście. “Errare humanum est”, wiem o tym, więc się nie czepiam za bardzo. Stwierdzam tylko fakt.
Pozdrawiam.
tomekwojcik
sierpień 19, 2008 at 7:39 am
Zgadza się, przyjemnie się Ciebie czyta, naprawdę rewolucyjny sposób pisania
Trochę jednak mocno się rozpędzasz – ponieważ interesuje mnie w tym kontekście tylko nasza dyskusja do wspomnianej notki, mam wrażenie, że zbytnio wykręcasz kota ogonem, wycofując się z niektórych swoich wypowiedzi. Jesteś tu panem, masz prawo:)
finwe.isilra
sierpień 19, 2008 at 7:40 am
Ja zaliczam sie do tych osób które nie rozumieją o co chodzi autorowi. Nie w tym rzecz o co chodzi w jego konkretnych wpisach, ale jaki jest cel ich napisania. To ze wytyka głupote internautów to nic nowego, jaki jest koń każdy widzi, tylko jaki jest cżl tego wytykania, skoro żadna z tych właśnie “głupich” osób i tak tego nie zrozumie albo w ogóle nie przeczyta. To podobnie jest w kościołach gdzie księża na kazaniach mówią najczęściej do tych których akurat tam nie ma (o żulach, o tych co nie chodzą do kościoła i to co najśmieszniejsze o niewierzących).
I chociaż nie widzę właśnie jaki jest cel tego wpisu, zgadzam sie z autorem że jednak artysta który zmienia swoje dzieło pod kątem odbiorcy z pewnością w pewnym sensie staje sie rzemieślnikiem. Tylko teraz należy zadać sobie pytanie czy są artyści którzy tworzą bez myśli o swoich potencjalnych odbiorcach.
el burako
sierpień 19, 2008 at 10:41 am
Rzucasz perły przed wieprze, to fakt. Ale nie udawaj, że obiektem Twojego zainteresowania jest zamiana wieprzy w księżniczki, a nie tworzenie pięknych pereł.
Vykr
sierpień 19, 2008 at 1:34 pm
Tomaszu Wójciku, och błędy są i długo jeszcze będą, wciąż się uczę i tak między nami – jestem przerażającym leniem i cholerykiem. No ale, od czego mam was?
Co się zaś tyczy blogosfery, to również dostrzegam tu pozytyw. Ale jednocześnie, jak już opisałem, jest to pewne zło konieczne. Bo fakt, że nie jestem tak wykształcony jak powracający do domu Pan Tadeusz, a jednak mam prawo pisać, o czymś świadczy. Czasami rzeczywiście wolałbym, żeby nie każdy miał prawo publikować. Ale to tylko czasami. Pozdrawiam.
finwe.isilra, ponoć zmieniam zdanie dwa razy w tygodniu więc być może
el burako, spoko, być może to moja wina. W podstawówce każde moje wypracowanie kończyło się adnotacją od pani polonistki, iż “nie potrafisz wyrazić swoich myśli”. Staram się
A dlaczego pisze się kolejne notki na blogach i jaki jest ich cel? Pewnie taki, jak zawsze. Różny. Najczęściej bardzo miłe egoistyczne przeświadczenie o swojej roli.
Vykr, kocham cię ;*
c y n i k
sierpień 20, 2008 at 10:55 am
No właśnie, twórz, rzucaj i nie oczekuj szerokiego uznania! Zbierzesz grono swoich fanów, a rzeszta? Reszta świata i tak się nie zmieni.Czy ktoś rozumie, czy nie rozumie… Znajdź swój cel tworzenia, toż to w końcu Twój kawałek Netu. Znam jeszcze bardziej przewrotnych autorów blogów i jakoś się nie przejmują komentarzami, hmm, kretyńskimi. Lubię Twoje pisanie, czytam, raczej staram się nie krytykować. Moim skromnym zdaniem pisanie bloga to taka odskocznia od codzienności, wentyl bezpieczeństwa dla autora i dla czytelników, przynajmniej coś więcej robią poza strzelaniem do galaktycznego wroga.
kosa1
sierpień 22, 2008 at 9:31 pm
W ramach komentarza pozowolę sobie przytoczyć dwie z ‘Myśli nieuczesanych” S. J. Leca:
- po pierwsze: “Chociaż krowie dasz kakao, nie wydoisz czekolady”,
- a po drugie: “Niektórym ludziom należałoby wytoczyć proces myślenia”.
Do kosa1 – mniej uwielbienia, bo jeszcze nam się per Autor zaksztusi
Alchemia
sierpień 26, 2008 at 7:09 pm
Per Autor się nie ma czym krztusić, bo raczej do wielbienia mi daleko, lubienie, a wielbienie – pewna różnica jednakowoż jest.
kosa1
sierpień 30, 2008 at 9:29 pm
Tymbardziej gryzie w oczy Twój…patetyzm…
Alchemia
wrzesień 5, 2008 at 4:16 am
Alchemia: Widzę, że muszę swoją wypowiedź przetłumaczyć. W wolnym przekładzie to autorka, czyli ja, miałam na myśli: pisz co chcesz i jak chcesz, to Twój blog i g—- reszcie świata do tego, a jeśli się komuś nie podoba, niech tu nie zagląda.
Alchemia, czy dalej widzisz jakieś oznaki patetyczne? Czy już Twe oczy nie są gryzione przez me nędzne słowa?
kosa1
wrzesień 8, 2008 at 8:53 pm
E, ja widzę, że ktoś się ze mną ściga w dziedzinie autokreacji. Alchemia nam tu zaraz wyrośnie na główny punkt odniesienia w sprawie tego, czy jest się true lub false.
c y n i k
wrzesień 9, 2008 at 7:22 am
Nie, na to się nie piszę – skąd tak irracjonalny wniosek w ogóle?
Kosa1 –
Alchemia
wrzesień 9, 2008 at 4:27 pm
No cóż szczerze się przyznam, że dla mnie jesteś osobą nie z tej epoki ;] Z tego co widzę po tym poście znasz się na literaturze, masz jakieś konkretne poglądy, umiesz przekazywać to co masz do powiedzenia w nie jasny sposób ;] ogólnie jesteś wykształcony, a niestety nie jest to cecha pomocna w komunikacji w dzisiejszym świecie.
Ja należę do pokolenia MTV, chociaż tego gówna nie oglądam często, choć czasami się zdarza jakiś pusty kanał włączyć. Obserwując ludzi w moim wieku widzę, że liczy się głupie ruchanie,alkohol i sranie. No czasem trafi też się jakiś fanatyk jp2. Mało jest za to ludzi myślących i nie ma warunków dla ich rozwoju ;]
ps. fajny masz styl ;] post przeczytałem od deski do deski, co rzadko mi się zdarza, bo ogólnie mało czytam.
sielakos
wrzesień 12, 2008 at 8:50 pm
[...] 13, 2008 Pokolenie mtv Posted by sielakos under Uncategorized Czytając ostatnio pewien post na “Wulgaryzmie” przeczytałem o pokoleniu MTV. Właśnie wtedy zastanowiłem się [...]
Pokolenie mtv « Sielakos - Blog tematyczny
wrzesień 13, 2008 at 4:52 pm
i co, że się tak obcesowo zapytam?
skem
wrzesień 17, 2008 at 2:10 pm
[...] metaforyczny, przez co spotyka się czasami różnymi reakacjami. O czym zresztą pisał w tym poście, który bardzo serdecznie polecam. Mam nadzieje, że blog będzie dalej [...]
Ateizm w polskim internecie. « Sielakos - Blog tematyczny
wrzesień 19, 2008 at 8:45 pm
No ciekawe. Ale na ile, tak na serio, interesuje cię co się dalej dzieje z tym, co napisałeś?
Poza jakimś ograniczonym feedbackiem ze strony głównie znajomych, tzw. stałych czytelników i czasem jakiegoś przypadkowego dodatkowego człowieka, szara masa czytaczy (nie tak znów wielka) przetacza się, czasem uśmiechnie, zasadniczo za chwilę zapominając.
Ci, co nie dodali sobie RSS do zakładek być może nie wrócą już.
A co zrobią z tekstem? A kogo to obchodzi. To prawie dzieło literackie – czytelnik dostanie w nim to, co będzie chciał, a nie to, co autor napisał. Czasem samemu autoru się potrafią włosy na łbie zjeżyć, jak się dowie, co to chciał nam powiedzieć w tem swojem utworze.
A, bo czytam wybiórczo a nie ma co nabijac komentów: tekst o jebaniu siekierami fajny, ale chyba taka stylistyka przeartystowanego pitu-pitu trochę mi się jednak przejada.
Pozdrawiam,
godai
PS. Chyba nawet dodam do RSS-a.
godai
listopad 5, 2008 at 8:25 am