Dlaczego wierzę w Szatana?
Powiedzmy to sobie szczerze: nie ufam nikomu, kto oficjalnie nie bzykał. Jezus nie bzykał. Maryję wybzykał Bóg we śnie, a oniryzm się nie liczy. Jan Paweł II nie bzykał. Proboszcz, który mnie bierzmował, nie bzykał. Wielka sekta niebzykaczy nie może być normalna.
Właściwie Jezus, jako literacka postać, szybko mi się znudził. Być może dlatego, że w ślad za nim podąża nie do końca przyjemna świta, który próbuje Jezusa tłumaczyć, choć z każdym ich słowem pierwotnie proste przesłanie Jezusa ulega skomplikowanym modyfikacjom. A Szatan? Ach, Szatan… urzekający mrok, skróty z długiej i nudnej chrześcijańskiej drogi. Jezus (Kościół) mówi: Życie to próba. Szatan mówi: Życie to życie. I chuj.
Muszę jednak zauważyć pewien fakt. O ile Jezus ciągle jest głównym bohaterem Biblii, o tyle w dzisiejszych powieściach nie ma go w ogóle. Albo prawie w ogóle, bo w tej chwili przypomnieć mogę sobie tylko trylogię Achai Ziemiańskiego, w której Jezus się pojawia, choć stanowi zaledwie ciekawostkę. Natomiast Lucyfer czy Szatan stał się tematem zarówno dla literatury powszechnej (Neil Gaiman), jak i polskiej (opisywana już przeze mnie Kossakowska). Trauma Lucyfera, jako tego, który pierwszy zapłakał lub tego, który popełnił dziecinny zupełnie błąd, a został ukarany jako dorosły to ciekawe historie. Szkoda jednak, że pisarze zapomnieli o Jezusie.
Wracając jednak do tematu artykułu: dlaczego ufam Szatanowi bardziej niż Jezusowi? Czy tylko dlatego, że Jezusa zadeptali jego prorocy i wyznawcy? Nie. Może dlatego, że gdybym jednak miał spotkać się z Jezusem na piwie, to zgadzałbym się w nim tylko w części jego poglądów. Wbrew stereotypowi, Dekalog chrześcijański nie zawsze nakłada się na moralność ateisty – czy może dokładniej – Dekalog nie pokrywa się z tym systemem, który akurat decyduje się stworzyć dla siebie ateusz. To, co zawsze irytowało mnie w poglądach ateistów – chociażby tych z ateista.pl – to pewien kompleks w stosunku do wierzących. Bo czy człowiek zdrowy na umyśle skreśla Dekalog? Jak można zanegować: „Nie zabijaj” czy „Nie kradnij”? Oczywiście, negacja tych, jak to śmiesznie podkreśla kler, „naturalnych” praw nie prowadzi do czegokolwiek dobrego, ale czy to oznacza, że ateista, który nie zabija i nie kradnie, wyznaje Dekalog?
Odpowiedź jest prosta, jeśli przyjrzymy się innym boskim zasadom. I nie, nie mam na myśli „Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną”, a raczej inne, zbyt jak dla mnie ogólne. „Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu”, „Czcij ojca swego i matkę swoją”, „Nie pożądaj żony bliźniego swego” – te zasady pękają w moim relatywnym świecie i nigdy nie odważyłbym się ich nazwać „naturalnymi”. Dla tych, którzy nie rozumieją: nie jest „naturalne” wierzyć w Boga.
Zabawne, jak przez lata ludzie wykorzystywali Dekalog, aby czynić dokładną odwrotność, zabijać, kraść czy gwałcić. I wszystko w imię pewnej wartości czy idei. Nie czepiam się – po co czepiać się średniowiecza (które w niektórych żyje nadal i prosperuje). Dzisiejszy dyskurs ateistyczno-teistyczny nie dojdzie do niczego, jeśli ciągle będziemy wyciągać te same argumenty – ateiści będą przypominać czasy odległe i Inkwizycję, wierzący sięgną po Ikony, a więc świętości, z którymi się nie polemizuje – po Dekalog właśnie.
A ja polemizuję z Dekalogiem, bo nie jest dla mnie odpowiedni. Nie zgadzam się z nim, po prostu. Nie pokrywa się on z moim systemem zasad, to raz, a dwa – nie płakałem po papieżu i nie jestem tym ateistą, którzy jak mówili media, również byli wielce zasmuceni utratą Wojtyły. Proszę nie doszukiwać się tutaj żadnych złośliwości i nie wychodzić poza to, co zostało tu napisane: po prostu, ta śmierć mnie nie ujęła.
Jezus odstrasza mnie nie tylko dlatego, że się z nim nie zgadzam, a on sam jest jakąś personifikacją platońskiego świata duchowego, tj. niezmiennego, ale także dlatego, że lifestyle, jaki Jezus proponuje, po prostu jest ułomny i niemożliwy do zrealizowania. A owej niemożliwości świadczy dwa tysiące lat praktyki. Z zażenowaniem obserwuję, jak wszelkie europejskie i zachodnie wojska wykorzystują w swoich statutach słowo Bóg, Wola czy Wiara. Zamordujmy wszystkich Niemców, tak mi dopomóż Bóg. Dlaczego wówczas traktuje się „Nie zabijaj” z przymrużeniem oka, natomiast już w innej sytuacji „Nie zabijaj” jest solidne, stałe i niezmienne – jak czarno na białym. Innymi słowy: czym różni się zabicie z zimną krwią niewinnego człowieka, wracającego do domu do rodziny, od zamordowania tysięcy ludzi w jakimkolwiek kraju? Wszystko to oczywiście pod banderolą Alfy i Omegi. Czy morderstwo z rozkazu Prezydenta różni się od morderstwa popełnionego przez zdesperowanego i złego człowieka? Czy Bóg przy piątym przykazaniu zostawił adnotację „Nie zabijaj, no chyba że rządzisz krajem”?
Brzmię jak hipis i sam się sobie dziwię. Pacyfizm Hemingwaya zawsze mnie urzekał (bo był niedościgniony i równie niemożliwy do osiągnięcia jak realizacja Dekalogu), choć rozumiałem, że pęknie w niektórych sytuacjach. Podobnie Dekalog, podobnie sam Jezus.
Nie chcę brać udziału w takiej realizacji. Z uszanowaniem ściągnę swój niematerialny kapelusz, ukłonię się i odwrócę w stronę palącego fajkę Szatana. Bo przecież już nawet nasz dzielny chrześcijanin, Zbigniew Herbert pisał, że w ostatnim kręgu piekielnym jest całkiem znośnie. Cóż mam powiedzieć… Kręci mnie Szatan.
Adnotacja dla słabiej czytających:
Autor nie jest satanistą w żadnej postaci.



Jeśli można – chciałbym z Tobą tutaj trochę podyskutować, bo nie zgadzam się z Twoimi wnioskami. Zaznaczam, że nie jestem obrońcą Kościoła czy wiary w ogóle (bo nic mi do tego), jednak trochę manipulujesz w tym wpisie Dekalogiem. O ile Kościół jest mi obcy, nie widzę nic złego w zasadach, które starał się wdrażać Jezus. Bo z Twojego tekstu wynika, że Dekalog czy nauki Jezusa są złe przez to, że w ich imię mordowano, palono i gwałcono. Jedno jednak nie wynika z drugiego – zasady nie są winne temu, że przez stulecia wykorzystywano je opacznie, w negatywie. To wina ludzi, że potrzebują, by usprawiedliwić się przed sobą ze złych czynów, jakichś wydumanych idei. Przecież o wiele lepiej morduje się i pali, gdy służyć to ma w domyśle zbawieniu świata. Z jaką przyjemnością, ba, przecież to świetna sprawa. Nie wydaje mi się, żeby krucjaty w imię Szatana miały powodzenie – zbyt wielu ludzi z niechęcią spojrzałoby na to wszystko, taka krucjata szybko by padła. A tak? Zabijamy niewiernych dla Boga, ale fajnie, no to jazda!
Nie chcę tutaj powiedzieć, że żyję wedle zasad ogłaszanych w Dekalogu i przez Jezusa. Daleko mi do tego i jest to mój świadomy wybór, czasem trochę żałuję, czasem nie. Jednak nie skreślałbym ich w taki sposób.
finwe.isilra
sierpień 13, 2008 at 6:31 am
W dekalogu zostały wrzucone w jeden worek przepisy na sposób życia i bycia, co jak widać, od zarania było pomyłką. Są takie zasady, których przestrzeganie nie wypływa z żadnej wiary, lub niewiary, to kwestia cywilizacji, wychowania. Tyle, że nawet te kanony są, lub mogą być przestrzegane jednostkowo, a społeczność kieruje się całkiem innymi zasadami.
kosa1
sierpień 13, 2008 at 12:30 pm
finwe.isilra-> Dekalog jest, po prostu, nieosiągalny. Dla mnie to czysta idea, a idee mają to do siebie, że częściej się za nie ginie niż z nimi żyje.
Piszesz, że: “Jedno jednak nie wynika z drugiego – zasady nie są winne temu, że przez stulecia wykorzystywano je opacznie, w negatywie.”
Odpowiedź: Spodziewałem się tego typu zdania. Tzn. że co? Od dzisiaj zaczniemy traktować Dekalog poważnie i już wykorzystywania nie będzie? Dwa tysiące lat praktyki (a właściwie więcej, bo o Starym Testamencie mowa) i co? I ciągle to samo. Więc po co nam taka idea, która nie służy temu, by żyć lepiej, częściej służy temu, by cokolwiek uargumentować, jak chociażby wspomniane teoretyczne decyzje Prezydenta.
Poza tym, zaznaczyłem, że ja po prostu z Dekalogiem się mijam. Mijam się w poglądach. “Nie pożądaj żony bliźniego swego” mnie śmieszy
Dekalog to pewne zasady, kodeks. Służy temu, by trzymać w ryzach pewną społeczność – w tym wypadku całą ludzkość. Posłużę się tu może obrazoburczą analogią do patriarchatu. Dekalog to pewne spisane prawa. Aby je przestrzegać, nie wystarczy je spisać i wprowadzić w życie. Lepiej nadać im status naturalności, normalności (tj. zasugerować, że wszystko to, co poza Dekalogiem, co się z nim nie zgadza, jest nienormalne). Nadanie im statusu “naturalnych” czyni je niepodważalnymi, świętymi, uniwersalnymi, obiektywnymi, solidnymi, wynikającymi z samej “natury” życia. Nie sposób z taką Ikoną polemizować – z miejsca taki adwersarz zostaje sprowadzony do parteru, bo ze świętością się nie polemizuję – z naturą również. Problem jednak w tym, że Dekalog nie jest naturalny. Że nie wynika z ludzkiej natury. “Nie zabijaj”? No proszę was – człowiek rodzi się pacyfistą, czy dochodzi do tego poglądu drogą nauki, ogłady, kultury? Jako zwolennik ewolucjonizmu zwracam uwagę na zwierzęcą naturę człowieka. Człowiek nie rodzi się pacyfistą, toteż “Nie zabijaj” nie jest, od tak, prawem naturalnym. Jest raczej prawem, na szczęście!, wyuczonym – prawem kulturowym. Co nie znaczy, oczywiście, że propaguję tutaj zabijanie
Owszem, część praw zawartych w Dekalogu również mnie dotyczy. Gdzie jest więc różnica? W zależności od sytuacji, czy inaczej, w zależności od własnego widzimisię, decyduję się Dekalog złamać, odejść od niego i wybrać nie białą czy czarną drogę, a szarą. Katolik idący według Dekalogu nie może go złamać, nie może od niego odejść – grzech śmiertelny jest konsekwencją zboczenia z drogi. Tym się różnię. Życie ludzkie oparte na Dekalogu jest oczojebnie prostolinijne, opiera się na binarności – true i false. A ja lubię mieć czasami opcję CTRL-ALT-DELETE.
Nie chcę przyjmować takich zasad, jakie oferuje Dekalog (i wiara chrześcijańska). Bo to nie są po prostu zasady. Te zasady mają swój święty nadbagaż w postaci ogromu wiedzy, która cię dokładnie przebada i przeanalizuje i na tej podstawie przyporządkuje do pewnej grupy – grupy albo zbawionych albo potępionych (dewiantów). Powtórzę za Foucaultem: “Dusza więzieniem ciała”.
“Przecież o wiele lepiej morduje się i pali, gdy służyć to ma w domyśle zbawieniu świata.”
Otóż to.
c y n i k
sierpień 13, 2008 at 3:02 pm
skąd wiesz, że nie bzykali… buhahahah wręcz przeciwnie…. znasz faceta, który nie bzykał? nie ma takich…
skem
sierpień 13, 2008 at 7:12 pm
Może ten fałsz wynika z tego, że chrześcijanie właśnie przywłaszczyli sobie Dekalog. To co było wcześniej, skroili wedle własnych potrzeb i ogłosili wszem i wobec “Oto jest jedyne prawo, jedyny słuszny pogląd, jedyny kręgosłup moralny”. Problem polega na tym, że te zasady są starsze niż chrześcijaństwo, więc wtykanie kitu pod tytułem “jeśli nie jesteś chrześcijaninem nie jesteś moralny” jest zwykłym przekłamaniem, poza tym jak wspomniałam wcześniej mocno wygląda na to, że chrześcijanie zwyczajnie wybrali sobie co im tam pasowało i służyło jak najlepszej kontroli społeczeństwa (no i musiało być krótko i na temat co by owieczki kapnęły o co chodzi). Jeśli u podstaw czegoś tkwi fałsz to trudno potem z tym nie polemizować. Zwłaszcza jak się głosi, że to Bóg nadał te prawa a zwykły rozsądek podpowiada, że zasady te wykuły się w starym dobrym ogniu międzyludzkiej krwawej jatki. Jatka ma się dobrze, zasady tak sobie.
PS. Oni wszyscy bzykają ale mówią, że nie bzykają bo zasady bla, bla bla… Ot, jeszcze jeden fałsz. Jeden mniej czy więcej, kto by się tam przejmował.
Nonchallance
sierpień 13, 2008 at 7:49 pm
zapytam jak głupia blondynka… co mi tam.. natury nie oszukasz…. jak można jednocześnie być ateistą i wierzyć w szatana?
skem
sierpień 13, 2008 at 8:09 pm
@cynik: Miło czytać sążniste odpowiedzi na komentarze, miła polemika.
Trochę opacznie zrozumiałeś to, co napisałem o Dekalogu jako narzędziu, dzięki któremu wyrządzono niewyobrażalne krzywdy. Piszesz, że “po co nam taka idea, która nie służy temu, by żyć lepiej (…)”, nie zgodzę się z tym, bo nie chcesz ciągle oddzielić idei (jak sam zauważyłeś ideału, nieosiągalnego) od tego, co z nią robiono przez tysiące lat. Jednak ja zmierzałem do tego, by nie osądzać idei pod kątem tego, w jaki sposób ktoś ją wykorzystał. Przecież to odnosi się w zasadzie do wszystkiego – ze względu na moje zainteresowania posłużę się odległym tutaj przykładem energii jądrowej. Poznaliśmy jej tajniki, początkowo w celach naukowych, szybko jednak wojskowi wymyślili, jak dzięki temu zabijać. Czy przez to pojęcie “energia jądrowa” staje się złe? Powinniśmy wymazać wszystko co o tym wiemy z podręczników, wmówić cywilizacji, że czegoś takiego nie powinno być? Cóż biedne siły jądrowe mogą za to, że paru idiotów wpadło na pomysł, jak dzięki nim zabijać?
Przykład odległy, niemniej chodzi o to samo – istnieją pewne idee, abstrakty, cechy rzeczywistości, które nie powinne być oceniane pod kątem tego, jak stosują je ludzie. To już tylko wina ludzi, że nie potrafią ich wykorzystać w dobrym celu.
Oczywiście, że Dekalog to zbiór pewnych zasad, kodeks, by utrzymać ludzi w pewnych ryzach. Nie uważam tego za coś złego, bo dzięki takim kodeksom istniejemy. Może akurat w Twoim przypadku część zasad Dekalogu pokrywa się z Twoimi własnymi, jednak nie u każdego tak będzie. Ludzie jako społeczności potrzebują kodeksów, inaczej powyrzynają się nawzajem. A jeśli to nic nie daje, trzeba brać ludzi za pysk. Bo nie każdy jest “neutralny”, jak Ty. I temu też służył swego czasu Dekalog, niezmienne przez setki, tysiące lat, aż znaleźliśmy się tu i teraz, świat niezmiernie się zmienił, a Dekalog jakim był, takim pozostał. I w tym problem, że jego forma nie przystaje do naszej rzeczywistości.
Będę jednak bronił Dekalogu jako “czystej ideii”, używając Twojego sformułowania.
finwe.isilra
sierpień 14, 2008 at 3:34 pm
skem-> Nie jestem satanistą. Szatana w tym tekście traktuj jako prowokację do dyskusji i metaforę
finwe.isilra->
“Przykład odległy, niemniej chodzi o to samo – istnieją pewne idee, abstrakty, cechy rzeczywistości, które nie powinne być oceniane pod kątem tego, jak stosują je ludzie. To już tylko wina ludzi, że nie potrafią ich wykorzystać w dobrym celu.”
A ja wręcz przeciwnie, właśnie pod tym kątem powinniśmy oceniać dane teorie, zjawiska, cechy, idee. Bo po co komuś abstrakcja, którą albo wykorzystujemy źle, albo nie potrafimy jej używać? Pamiętasz film Kula, Barrego Levinsona? Kończy się tak, że ową Kulę jej “właściciele” odsyłają w kosmos. Bo ludzkość nie jest na to gotowa. Bo nie potrafimy tego używać. I pewnie nigdy nie będziemy, choć zdanie “nie jest gotowa” sugeruje w domyśle słowo “jeszcze”. I tu się zgadzamy. Tylko że ja jestem przerażająco sceptyczny i nie wierzę, aby człowiek potrafił żyć w 100% według Dekalogu.
Ale komu pozwala żyć ten Dekalog? Czy Dekalog może dotyczyć niewierzącego czy tego nieszczęsnego satanisty? Nie może, bo zawiera również “wstawki” typowo chrześcijańskie, tj. Dekalog sam w sobie zakłada, że Bóg istnieje. A Bóg, cholera, nie istnieje
Ja nie chcę uśmiercić Dekalogu (bo to fajna literatura fantasy jest) ani nikomu go odbierać. Ale śmieszy mnie nadawanie mu znaczenia naturalnego i dotyczącego każdego (tj. uniwersalnego). Nie. Dekalog nie dotyczy każdego. I nigdy nie będzie.
Czysta idea. Niech ta czysta idea pozostanie w książkach, bo jak już tylko wyjdzie na zewnątrz, to zaraz ją sobie wyrywamy i grawerujemy na lufach spluw.
c y n i k
sierpień 14, 2008 at 4:31 pm
Zapomniałbym:
skem-> Znam paru, ale mają lat 20 więc wszystko przed nimi. Co się zaś tyczy kleru… no “wiadomix”, jak to się mówi na dyskotekach, że bzykają. Ale ja jestem poprawny politycznie chłopak. Bardzo poprawny
c y n i k
sierpień 14, 2008 at 4:33 pm
cynik: wiara w szatana nie czyni w moim przekonaniu satanistą…
skem
sierpień 14, 2008 at 9:09 pm
@cynik: Widzę więc, że się nie zgodzimy (i bardzo dobrze, bo nie jesteśmy tutaj po to, by przekonać się nawzajem o czymś, ale by podyskutować i przedstawić swój punkt widzenia). To bardzo “ludzki”, antropocentryczny punkt widzenia, jaki podajesz – jeśli czegoś nie potrafimy używać, nie powinno istnieć. Nie zgadzam się, wcześniej napisałem dlaczego.
Nie napisałem, że ktokolwiek będzie żył kiedykolwiek w 100% zgodności z Dekalogiem. Bo sam w to niestety nie wierzę, nie wykluczając oczywiście siebie, bo sam nie czuję się na siłach. Ale tylko z tego względu zapomnieć o tym, że istnieje pewien ideał? Mam przynajmniej świadomość, że coś jest nie tak, mogę do czegoś zmierzać, zawsze to jakaś droga.
Tak jesteś tego pewien, że Bóg nie istnieje (nie mówię – od razu zaznaczam – że na pewno istnieje!)? Do innego Twojego wpisu już to napisałem – pewność ateistów odbieram negatywnie, bo nikt mnie nie przekona, że akurat ateiści wiedzą najlepiej i nie mylą się nigdy. Ta pewność jest nieuzasadniona, bo to kwestia wiary lub nie – nie można o tym nikogo przekonać. Błędne założenie ateistów wydaje mi się takie – próbują w sposób logiczny i empiryczny wykazać, że Boga nie ma. Ale istnienie Boga lub też nie nie podlega takim mechanizmom, nie udowodnię Ci, że Bóg istnieje, Ty mi nie udowodnisz, że nie istnieje. To nasza własna sprawa, intymna, w co wierzymy. Dlaczego ateiści tak nerwowo próbują narzucać innym swój punkt widzenia?
I zaraz wybiegnę w przyszłość i odpowiem na Twoją ripostę – że to samo robią wierzący, często mieczem i ogniem. To prawda, ale to nie odpowiedź na moje pytanie, nie interesuje mnie, jak zachowują się inni, a ja sam. A ja nikogo nie nakłaniam ani do wiary, ani do niewiary.
finwe.isilra
sierpień 15, 2008 at 12:38 pm
Kurcze -jestes wielki
Nawet nie wiesz ja się cieszę ,że Ty wierzysz w szatana:) Ta cała Twoja filozofia -czyli wpływ odychania na sikanie-niedorosłe ,gówniane mądrosci życiowe 
,, Lucyjanku-mów ci Lulu”
Kogo obchodzi to w co Ty wierzysz jaki nosisz kolor stingów ,czy z kim się dziś pieprzysz-bo facet się nie bzyka-to domena babki-facet się pieprzy
W tym kraju jest jeden smutny problem wielu kobiet,w tym kraju nie ma facetów:) sami rachityczni szatanopodbni ,zajęci sikaniem na odległość i pluciem do celu wyznawcy szatana.Jezu jakie to nudne!Trywialne.Nie ma kogo zaprosić do łózka…koszmar.
Jesteś wielki
Stary-wstyd to kraść i dupy spaść.I jak Ty się teraz pozbierasz? I nie ma już siostry miłosierdzia niedaleczko….Powiem Ci lepsza rączka niż obrączka:) A ja takim nie ufam
M@jka
sierpień 15, 2008 at 4:36 pm
skem-> Wiesz, satanizm obchodzi mnie tyle, co disco polo. Wiem, że jest i taki i taki, i siaki i owaki, wiem, że satanista jest zwykle… ateistą… ale mam to gdzieś. Jak mówię, Szatan w tym tekście pełni inną rolę.
M@jka-> Powiem ci to raz. Przeczytaj jeszcze raz ten tekst, a jeśli nie potrafisz go zrozumieć, to proponuję odwiedzać coś mniej zobowiązującego. Bravo.pl ponoć ma niezły poziom. Ew. na katolik.pl też są fajni ludzie.
finwe.isilra-> Odniosę się tylko do jednego zdania z Twojej wypowiedzi, bo reszta jest po prostu przedstawieniem twojego stanowiska, toteż polemika wydaje mi się zbyteczna (zwłaszcza, że musielibyśmy się powtarzać ;P)
“Dlaczego ateiści tak nerwowo próbują narzucać innym swój punkt widzenia?”
O przepraszam, ja nikomu tu nic nie zarzucam. Mój blog, moja piaskownica i moje poglądy – wystukujesz adres i wybierasz linki sam. Ja ci się na intymną sferę nie pcham, ale jak ktoś mnie pyta, to mówię.
Zabawne, bo ja naprawdę nie widzę tej ateistycznej propagandy. Gdzie ona jest? Chcę ją zobaczyć.
c y n i k
sierpień 15, 2008 at 5:43 pm
Nie jestem katoliczką i nigdy nie będę.Myślę,że nie powinieneś nazywać się cynikiem,bo obok niego nawet nie stałeś
Publikujesz,więc to już nie jest Twoja broszka co.Czuję obrzydzenie do mieszania antropologii starożytnej ze współczesnością…Żyjesz na tym świecie i to nie jest wszystko jedno o czym myślisz.Proponuję się zapoznać z terminem ,,jakość myślenia”.<>-do tego śmietnika wrzuca się wszystkie frustracje i wynikające z nich wojny.Trochę odpowiedzialności-to nie szatan-to my ,ludzie.My jesteśmy przyczyną i skutkiem cudzych nieszczęść i własnego gonienia w piętkę.Trochę odpowiedzialności
To niezależne od światopoglądu,religii,wiary bądż niewiary w Boga.
,,Właściwie Jezus, jako literacka postać, szybko mi się znudził. Być może dlatego, że w ślad za nim podąża nie do końca przyjemna świta, który próbuje Jezusa tłumaczyć, choć z każdym ich słowem pierwotnie proste przesłanie Jezusa ulega skomplikowanym modyfikacjom. A Szatan? Ach, Szatan… urzekający mrok, skróty z długiej i nudnej chrześcijańskiej drogi. Jezus (Kościół) mówi: Życie to próba. Szatan mówi: Życie to życie. I chuj.” I chuj:) Trzeba było poznać tę postać literacką ,a potem pyszczyć…i chuj:) Teraz już nie jestem poziom brawo?
Współczucie dla Diabła” – Rolling Stones
Pozwól, że się przedstawię
Jestem człekiem bogactwa i dobrego smaku
Jestem tu już od dawien dawna
Ukradłem wiele ludzkich dusz i sporo wiary
I byłem w pobliżu, gdy Jezus Chrystus
Przeżywał swe chwile zwątpienia i bólu
Upewniłem się, że Piłat
Umył swe ręce i przypieczętował swój los
Miło mi Cię poznać
Mam nadzieję, że domyślasz się mego imienia
Ale to, co Cię intryguje
To charakter mej gry
Utknąłem w okolicach St. Petersburga
Gdy zobaczyłem, że czas na zmianę
Zabiłem Cara i jego ministrów
Anastazja krzyczała nadaremnie
Jechałem czołgiem
Byłem generałem
Gdy blitzkrieg się rozpętał
A ciała śmierdziały
Miło mi Cię poznać
Mam nadzieję, że domyślasz się mego imienia, o tak
Ah, to, co Cię intryguje
To charakter mej gry, o tak
Patrzyłem radośnie
Jak wasi królowie i królowe
Walczyli przez dziesięć dekad
Dla bogów, których sami stworzyli
Krzyczałem
“Kto zabił Kennedy’ch?”
Podczas gdy właściwie
To byłem ja i ty (???)
Pozwól, że się przedstawię
Jestem człekiem bogactwa i dobrego smaku
I ustawiałem pułapki na trubadurów
Którzy ginęli zanim docierali do Bombaju
Miło mi Cię poznać
Mam nadzieję, że odgadłaś me imię, o tak
Ale to, co Cię intryguje
To charakter mej gry, o tak, zejdź dziecinko
Miło mi Cię poznać
Mam nadzieję, że odgadłaś me imię, o tak
Ale to, co Cię dezorientuje
To tylko charakter mej gry
Tak jak każdy gliniarz jest przestępcą
A wszyscy grzesznicy świętymi
A głowy ogonami
Po prostu mów mi Lucyfer
Bo potrzebuję trochę powściągliwości
Więc jeśli mnie spotkasz
Miej trochę grzeczności
Miej trochę współczucia i trochę smaku
Użyj całej swej dobrze wyuczonej grzeczności
Albo sprawię, że Twa dusza się zmarnuje, o tak
Miło mi Cię poznać
Mam nadzieję, że odgadłaś me imię, o tak
Ale to, co Cię intryguje
To charakter mej gry, zrób to, zejdź (?)
Woo, who
O tak, zejdź (?)
O tak
O tak!
Powiedz mi dziecinko, jak mam na imię
Powiedz mi kochanie, czy możesz odgadnąć moje imię
Powiesz mi dziecinko, jak mam na imię
Powiedziałem Ci raz, wiń sama siebie
Oooo, who
…
O, tak
Jak mam na imię
Powiedz mi, dziecinko, jak mam na imię
Powiedz mi, złotko, jak mam na imię
Ooo, who, who
…
O, tak
http://pl.youtube.com/watch?v=g-vkSO6mS9E
Generalnie w ateiżmie irytuje mnie brak zdecydowania:) tumiwisizm oraz mieszanie pojęć Bóg ,religia;) ,oraz postawa zachowawcza-panu Bogu świeczkę i na wszelki wypadek diabłu ogarek-nuż się nie narażę:)To nie to samo.A teraz lecę poszukać tego Brawo:)Poczytam sobie nieco dowcipem ze zrozumieniem
Mniej męczące
M@jka
sierpień 15, 2008 at 8:43 pm
[...] przeczytane i zrozumiane. Przeraziłem się, gdy i tak ktoś nie zrozumiał, że w tekście „Dlaczego wierzę w Szatana?” owego Szatana nie ma, natomiast autor satanistą nie jest (i nawet czarno na białym o tym [...]
Odpowiedzialność za Słowo. « W u l g a r y z m
sierpień 18, 2008 at 4:43 pm
das!!
das
sierpień 20, 2008 at 7:24 pm
OMFGROTFLMAO111oneone.
I Jesus On The Lollerskates też.
Dzięki, że zwróciłeś uwagę na ten komentarz, Cyniku. Tego mi było trzeba w piątkowy wieczór.
Btw, gdzie w Dekalogu zapisane jest – nie bzykaj?
Black Ops
sierpień 22, 2008 at 10:27 pm
Ja to bym chcial Dorianie jednak aby dookoła mnie, ateisty, jednak byli głownie chrześcijanie żyjący zgodnie z dekalogiem… to znaczy choć starający się przestrzegać tego kodeksu… Na tej samej zasadzie jak prawa drogowego, KK, KC… Tak, ja nie zawsze przestrzegam, mnie nieraz irytuje, ale inni mogliby, oj mogli. Fajnie by było – świat fajniejszy byłby gdyby tak inni przestrzegali zasady, które ja mam czasami gdzieś. Pozdrawiam.
tomeks
wrzesień 9, 2008 at 8:13 pm
“To, co zawsze irytowało mnie w poglądach ateistów – chociażby tych z ateista.pl – to pewien kompleks w stosunku do wierzących.”
Niepotrzebne uogólnienie.
Björn
październik 20, 2008 at 11:51 am
Niezły wpis. Zgadzam się w pełni. Mam swoją teorię na temat Dekalogu. Nie jest z pewnością darem bogów, lecz zwykłym ludzkim pomysłem jakich wiele było w historii. Być może sprawdza się dla małego plemienia koczowników składającego się gdzieś ze 100 osób, bądź w zamkniętej sekcie, kto wie? Jednak w idealistycznej interpretacji on jest i ma być niedoścignionym i absurdalnym wzorem. Dzięki temu żaden jego wyznawca nie może spełnić tych wymagań, a więc nie może żyć moralnie i być szczęśliwy, jest za to nieustannym grzesznikiem. Jako człowiek grzeszny, co wierzący uwielbiają masochistycznie podkreślać, jest skazany na potępienie (wieczne bądź tylko moralne zgodnie z Przykazaniami). Czego taki człowiek będzie potrzebował? Zbawienia! A kto sprzedaje zbawienie?
To jest ultranowoczesny marketing – stworzyć sztuczną potrzebę i równie sztucznie ją zaspokoić jednocześnie na tym zyskując (materialnie, politycznie…).
Pomysł jest genialnie zły, wręcz diabelski.
Zresztą niektóre wczesnochrześcijańskie odłamy uważały starotestamentowego Jahwe za złego demiurga. Tylko jak wtedy dobry Jezus mógłby być jego synem? Poza wersją Gwiezdnych Wojen oczywiście.
Jestem ciekaw skąd media biorą tych ateistów wielce zasmuconych śmiercią papieża albo chętnie stawiających mu pomniki? Ja zwyczajnie go nie lubiłem, poza tym, że się w większości spraw nie zgadzałem, bo jak można lubić kogoś kto nieustannie przestrzega świat przed tobą i twoim ateizmem, ostrzega i straszy oraz możne nie wprost i otwartym językiem, bo dziś nie wypada uważa cię za największego wroga? Rozumiem – Strażnik Wiary – taki zawód, ale czy mam go za to lubić?
Jeśli chodzi o miłość bliźniego, która logicznie nie jest możliwa, bo w końcu trzeba wybrać między bliźnim a jego wrogiem, to nie wierzę człowiekowi, który skazywał wszystkich którzy nie będą w niego wierzyć na męki bez końca.
Pozdrawiam
buzz
październik 20, 2008 at 1:32 pm
Szatan to nie metafora. To konkretny duch, który chce Twojej zguby. Ratuj się póki możesz.
wolnosciowiec
listopad 2, 2008 at 4:33 pm
Włosy zjeżyły mi się na… głowie. Dlaczego tak rzadko osobniki i gatunki zorientowane silnie prawicowo nie potrafią skleić paru uwag z sensem?
c y n i k
listopad 5, 2008 at 1:03 pm
Zgadzam się z tobą… Atak wogóle to uwarzam że cały kościół jest poprostu przereklamowany. W dzisiejszych czasach podobnie zreszta jak wcześniej, kościół zachowyje sie jak państwo – ma wodza i poddanych i swoje prawo.
agnieszka
wrzesień 20, 2009 at 3:28 pm