W u l g a r y z m

Vita sine libertate nihil

Przystanek Woodstock – Przystanek do Nieba.

z 7 komentarzami

I ja pukam do tych bram, po sześciogodzinnej bodaj podróży, pukam uwalony jak świnia, halo, panie Owsiak? Panie Jurku? Proszę otworzyć, karimaty mi ciążą, plecaki i miłość wielka mi ciąży. Ja tu do pana w celach pokojowych przybyłem, znaczy będę pacyfikował. Co pacyfikował? Siebie.

skazani na punk rock

Podróż autobusowa minęła zadziwiająco szybko. Za stary już jestem na pociągi, łatwo się irytuję i denerwuję mnie, delikatnie powiedziawszy, punkowcy. Toteż autobus wydawał się dobrą opcją – co tam, że ludzie zachowuję się zupełnie tak, jakby byli w pociągu (no, drzwi w czasie jazdy nie otwierają…), liczy się fakt, że w miarę przyjemnie dotarłem do Kostrzyna. A w Kostrzynie impreza, choć ciągle mam wrażenie, że nie tak liczna, jak w latach ubiegłych, to jednak trwa w najlepsze, wiecie, papierosy, wódka (w plastikowych butelkach, oczywiście), piwo, wino, papierosy, muzyka i na stołach gołe kobiety, goli faceci, wszyscy goli, i czarni kapłani krwią jagnięcia nasze klaty nam malują – w pentagramy, w krzyżyki, w krucy-kurwa-fiksy. I koty palone i dziewice w Toi-Toiach gwałcone, narkotyki, tak, narkotyki w żyłach, wpięte strzykawki i tylko dopychamy małe tłoczki do oporu, a w arterii balanga czerwonych krwinek, a w mózgu blitzkrieg. I podnosimy ręce i krzyczymy, że Woodstock! Że miłość, że przyjaźń, że muzyka! Że rock’n'roll!

Że rzygać nam się chce. Więc padamy, rzygamy na świat, rock’n'rollowo zupełnie rzygamy, buntowniczo zarzygamy wszystko – i wreszcie zasypiamy przy namiotach, powaleni, jakby zabici, pokonani przez własny bunt, skazani na punk rock. Niektórzy w Toi-Toiach posnęli, panie świeć nad ich duszą.

Nad ranem zbiegowisko ludzi – telewizja, mikrofony, wykrochmalone prezenterki. Z fotogenialnymi kamerami. Mówią do nas: Czy podoba wam się na Przystanku Woodstock? A my, że tak, że czekaliśmy na to całe życie, że to jest nasz kawałek ziemi, o który dbamy, że tu jest miłość, przyjaźń, muzyka, że stop narkotykom, mówimy tak, że stop przemocy, że zapisaliśmy się na warsztaty grania na harmonijce. I na teatralne. Że to dobrze, że w kraju jest taki kawałek ziemi, gdzie jest miejsce dla tych, którymi tak świat pogardza, pani to zanotuje, świat pogardza.

Czy macie siłę, pyta się Jurek. Mamy, odpowiadamy. Skwar, 35 stopni w cieniu, piwo zimne jest tylko przez dwie minuty, Ptaku wypija trzydzieści, Ptaku wali się do namiotu, Ptaku umiera. Ptaku potem wstaje, gdy już zmartwychwstał i podchodzi do mnie. Ptaku mówi: „Ty już nie ćpaj”. Ptaku wygląda jak skamieniała rzeźba, mówi ta rzeźba do mnie, zza muzealnej gabloty: „Ty już nie ćpaj”. Ja chcę mu powiedzieć, że niczego o nas nie ma w konstytucji, ale ktoś wtyka mi lufkę do buzi. Ktoś mi ją podpala. Ktoś rozbija gablotę.

I tylko błyski.

- Przepraszam, macie coś na zgagę?
- Na zgagę mamy wpierdol.

- Macie siłę?!

- Ej nie wiecie, czy ktoś ma palenie?
- Nie wiemy. Nikt nie ma.

po pijaku grzechy nasze niosą

Uciekam, Boże, do ciebie mknę przez tę straszną puszczę, pomocy potrzebuję, trzeźwości, opatrzności twojej. I nagle patrzę, a tu jest – Jezus Chrystus. Z Krzyżem stoi, wielkim, drewnianym. I ja już padać chcę, na kolana, ja już modlitwy dziękczynne zaczynam wznosić, a tu patrzę, Jezusa mają! Boże, Jezusa mają! W sidła Szatana Jezusa zwabili, bo Jezus nastukany jak zawodowy alkoholik, bo Jezus jedną ręką trzyma krzyż, trzyma grzechy nasze, a w drugiej popala regularnie czerwonego Marlboro. I zatacza się, bynajmniej nie przez krzyż. To mu punkowcy zaczynają wyrywać, daj, ci Dzizes, pomogę. I niosą ten krzyż, grzechy nasze, po pijaku niosą, bo na trzeźwo nie zniosą. I ja już w płacz, że Boże, tu nawet Jezus jest jakiś dziwny.

Wracam pod namioty, a oni już tam z szelmowską miną czekają, za plecami strzykawki ukryte i zaraz mnie będą nakłuwać, tu się połóż, Dorianku, my ci tu zaraz szpryckę na lulu przygotujemy.

I tylko błyski.

- Ty naprawdę jesteś tą Chylińską?

- Ty już nie ćpaj.

- Słyszeliście? Ukradli krzyż Jezusowi i kogoś ukrzyżowali na pasażu handlowym!

- Gdzie jest Ptaku?

- Macie siłę?

- Co żyje to rośnie.
- Ukośnie.

- Woodstock za rok!!!

- Ptaku jest tak duży, że zaznaczają go na GPSie.

- Macie jakieś palenie?

- Ja tu jeżdżę osiem lat i to już nie jest to…

- Chodźcie na Closterkeller!

- Wszystkich was zajebią nas Westerplatte!

Aneta siedzi, Aneta patrzy, Aneta ma w głowie koniec świata. Aneta mówi: „zapalmy coś”. Aneta przebywała cały dzień na ASP i jest artystycznie pobudzona. Aneta mówi: „zapalmy coś”.

Uciekamy stąd, z tego pola, z burdelu, 150 tysięczny tłum, w większości Polaków, nagrzanych jak szarańcza, imprezują, trują, pierdolą, kąpią się w błocie, w kurzu, w afiszowej miłości. Z oczojebną pacyfą.

Chmurka mówi „podpal”

A my do miasta, do czystości, do knajp i kelnerów, do rachunków po 100 złotych zostawianych i będziemy wachlować się pieniędzmi, żeby punkowcy widzieli, będziemy kupować najdroższe dania i potem wyrzucać je na bruk. Będziemy potem siedzieć w pogo, pod sceną i rozłożymy swoje książki, filozoficzne traktaty – i będziemy czytać Foucaulta, będziemy mówić: „czy wiesz już, dlaczego Derrida był taki ważny”? Będziemy mnożyć i dzielić, tabliczką mnożenia w twarz wam rzucać. Będziemy analizować.

- Ty już nie ćpaj.

Jest niedziela. Jest nieznośnie. Jest cicho. Wszyscy umarli. Chmurka mówi: „podpal”. Bo się nie ciągnie. Bo się mózg nie pali. Już jedziemy. Już wstajemy, już się pakujemy. Ci którzy umarli na zawsze zapiszą się w naszej pamięci. Westerplatte dwa, za rok odfajkujemy minutę ciszy. Aneta mówi: „Mam coś dziwnego, nie wiem co to jest, palimy?”. Sprzedałem półkulę mózgową, czy możesz mówić do mnie wielkimi literami?

Aneta mówi: „Za miesiąc Kraków, pamiętaj, ucz się renesansu”. Ze szprycą w żyle. Zostawiam swoje glany, podziurawione, zasłużone, zostawiam je w pyle. Inni zostawiają namioty. Zostawiamy coś po sobie. I suweniry z wioski Tyskiego do plecaka. Mamusiu, wracam. Do książek już jadę. Tylko że pocztówkę przepiłem.

Written by c y n i k

sierpień 7, 2008 @ 6:27 pm

Odpowiedzi: 7

Subscribe to comments with RSS.

  1. “Więc padamy, rzygamy na świat, rock’n’rollowo zupełnie rzygamy, buntowniczo zarzygamy wszystko – i wreszcie zasypiamy przy namiotach, powaleni, jakby zabici, pokonani przez własny bunt, skazani na punk rock.”
    To zdanie mnie wręcz urzekło.

    Że stop przemocy? Wyjaśnijce wpierdol, który mój kumpel dostał rok temu za koszulkie z logo Iron Maiden.

    Że stop narkotykom? Wyjaśnijcie tony zielska jaranego co rok na tej imprezie.

    Że “miłość, przyjaźń, rock&roll”? Wyjaśnijcie tysiące niechcianych ciąży.

    Dlatego właśnie nigdy nie pojadę na Woodstock.

    Że nie czuje punka? To fakt – nie czuję.

    Że stary jestem? To fakt – mam 23 lata i jestem stary.

    Że nie umiem się bawić? Nie, ja akurat umiem się bawić. Rozsądnie, ale umiem…

    tomekwojcik

    sierpień 14, 2008 at 9:39 pm

  2. Nie znoszę masówek. Nie chodzę na koncerty. Męczy mnie tłum i hałas przestawiający narządy.

    Na Woodstock pojechaliśmy właściwie przypadkiem – były 2 dni wolnego z którymi nie mieliśmy co zrobić. Obawiałem się tłumu, ludzi pijanych piwskiem i brakiem kontroli, hałasu. Do tego jeszcze pojechaliśmy samochodem, więc lakier aż się prosił o gwóźdź czy klucze…

    Było… Trudno opisać, jak było. Wiem, że jak tylko będzie możliwość, to znów pojadę.

    Pijanych ludzi było sporo. Zawsze trafią się imprezowicze – najważniejsze: zapić, zażreć, zapomnieć. Ale – o dziwo – nie widziałem awantur.

    Dźwięk – świetnie zestawiony. W odległości 30m od sceny dało się rozmawiać tylko podnosząc głos, nie trzeba było krzyczeć. Dźwięk dał się czuć, ale nie kopał po żebrach, dało się wytrzymać.

    Nie piję alkoholu, nie ćpam, a mimo to dobrze się bawiłem – nie, nie na Przystanku Jezus. Ewenement? Czy może jednak w tym roku było więcej takich jak ja?

    PS: Tomku, powiedz mi, w czym niechciane ciąże są bliższe miłości, przyjaźni i rock&rollowi niż głupocie imprezowiczów i zaniedbaniom rodziców?

    Zbigniew 'zibi' Jarosik

    sierpień 18, 2008 at 12:33 pm

  3. Panie Zbigniewie, ja się zgadzam z Panem. Naprawdę. A jestem autorem tego tekstu. Zgadzam się i cieszę się, że pojawiła się tu taka opinia (wydaje mi się, że Jurek bardzo liczy na opinię kogoś, kto pojawił się tam pierwszy raz).

    Szczerze mówiąc, zastanawiam się teraz, już po popełnieniu tekstu, co mną kierowało. Bo może i jest on śmieszny, ale jak widać po pierwszy komentarzu, trafia raczej do tych nastawionych negatywnie do Przystanku. A ja jestem, paradoks!, nastawiony bardzo Pozytywnie. I też nie przepadam za masówkami, huk jest dobijający, kurz wpada w oczy, brak dostępu do ciepłej wody – ale jednak wracam tam co roku. To już chyba… sześć, pięć razy? Nie pamiętam ;)

    Ale tekstem tym chciałem chyba (interpretuję siebie, do czego to doszło…) pokazać Przystanek w całej swojej nieobliczalnej okazałości. Dragi? Są. Alkohol? Jasne, że jest. Pytanie tylko – co z tego? Wszędzie są. To wytarte (kontr)argumenty, ale warto je powtarzać, bo ciągle nikt tego nie rozumie.

    Tekst jest oczywiście przesadzony. Nikt mi w przeguby strzykawek nie wbijał. Nie uciekałem też nigdzie (choć rzeczywiście trzeci dzień spędziłem w mieście i było to całkiem przyjemna odmiana od kurzu). Traktować to proszę jako bardzo dużą przesadę. W sumie, dawno na tak trzeźwo nie spędziłem Przystanku :)

    Pan Tomasz Wójcik tu chyba zbyt mocno się zagalopował, no chyba, że ma jakieś dane dotyczące niechcianych ciąż na Woodstock. Ale przyganiał kocioł garnkowi, bo sam ostatnio użyłem podobnego chwytu manipulacji, gdy pisałem o Lednicy ;) Może porównamy niechciane ciąże na Woodstock i w Lednicy?

    “Że stop narkotykom? Wyjaśnijcie tony zielska jaranego co rok na tej imprezie.”
    Ja myślę, że to dyskusja na bardzo szeroki temat. Naprawdę, baardzo szeroki. Dragi są tam ścigane. Naprawdę. Łapią ludzi, trzepią policjanci, zwijają namioty. Ale gdy masz 150 tysięcy ludzi to jest to niemożliwe do upilnowania. Zwłaszcza, że subkultury często akceptują marihuanę. Marihuana jest, nihil novi, wszędzie – na każdym koncercie, na każdej dyskotece. I często czuję ją w knajpach ;) Jestem zwolennikiem jej legalizacji, choć akurat moje zdanie liczy się tu najmniej.

    “Że stop przemocy? Wyjaśnijce wpierdol, który mój kumpel dostał rok temu za koszulkie z logo Iron Maiden.”
    No Panie Wójcik, toż dostał widać od jakichś dresów, którzy również ochoczo odwiedzają Kostrzyn w celu propagowania niechcianych ciąż, spontanicznych wpierdoli właśnie i ogólnie jedynego słusznego życia. W dużej mierze to, niestety, miejscowi.

    Pozdrawiam i z pozytywnym nastrojem zapraszam za rok ;)

    c y n i k

    sierpień 18, 2008 at 8:28 pm

  4. Moja wypowiedź, niestety, nie została do końca zrozumiana. Już wyjaśniam.

    Dobrze wiem, że dragi, wóda i seks są w wielu miejscach. Koncert Metalliki, Częstochowska “Noc Kulturalna”, koncert Iron Maiden to trzy większe imprezy jakie przerobiłem przy okazji sezonu wiosenno-letniego. Na każdej z nich czułem woń marihuany, widziałem pijanych do nieprzytomności ludzi czy też miałem świadomość tego, że w pobliskim toi-toiu ma właśnie miejsce akt zapłodnienia. Żeby nie wyjść na świętoszka dodam, że o ile trawy nie palę o tyle przy okazji każdej z tych imprez byłem pod wpływem alkoholu. Nie mam zamiaru nikogo rozliczać z jego/jej stylu życia i upodobań. Uwiera mnie coś innego.

    Przystanek Woodstock tworzy spore zamieszanie w mediach. Promowany jest przy pomocy dość chwytliwych haseł w rodzaju “Stop przemocy!”, “Stop narkotykom!” itp. itd. I to mnie właśnie uwiera – hipokryzja. Rozmawiałem z wieloma uczestnikami tego i wcześniejszych Przystanków. W tym roku widziałem ludzi, którzy zbierali się w okolicach częstochowskiego dworca PKP w oczekiwaniu na pociąg. Wiele w życiu przeżyłem, ale zarówno te opowieści (choćby 25% z nich było prawdą) jak i tamta grupa ludzi sprawiły, że po prostu mną rzuciło na myśl o tej imprezie.

    Za rok wybieram się na Castle Party do Bolkowa. O tej imprezie też wiele słyszałem. Jako człowiek definiujący siebie jako miłośnika muzyki elektronicznej w cięższych wydaniach chcę choć raz Bolków odwiedzić. Pojadę tam ze świadomością dwóch faktów. Po pierwsze spotkam się tam zarówno z alkoholem (i tutaj stwierdzenie, że ja osobiście zamierzam wypić kilka piw przy okazji imprezy), narkotykami itp. Jednak wiem, że nikt nie będzie mi przyklejał łatki z napisem “stop narkotykom!”. I to jest ten drugi fakt, Panowie. Nie będę hipokrytą. Zapytany przez telewizję (dobre sobie, Castle Party i TV) o powód mojego przyjazdu odpowiem wprost – “spotkać znajomych z Polski, wypić kilka piw, posłuchać muzyki i poszaleć”. Nie będę mowił, że “jadę na Woodstock poczuć klimat, uczestniczyć w wydarzeniach kulturalnych itp.”. Nie będę musiał kłamać, żeby ocalić medialny wizerunek imprezy, na której jestem.

    Cieszę się, że bywają jeszcze w Kostrzyniu ludzie na jakimś poziomie. Nie dla mnie jednak ta impreza. Chyba jestem na nią za stary :) .

    O to mi, Panowie, chodziło.

    PS. A z działań policji należy się cieszyć… Chyba :) .

    tomekwojcik

    sierpień 19, 2008 at 8:04 am

  5. Czyli wciąż obwiniasz uczestników, nie organizatorów… Cóż, nie spodziewaj się jakieś wiekopomnej myśli przyświecającej młodzieży. To tylko młodzież.

    Byłem na Castle Party. Miło, choć specyficznie, o czym zapewne wiesz. Klimat gotyckiego techno nie do wszystkich przemawia. Na marginesie, w ostatnim czasie sporo tam neonazistów.

    c y n i k

    sierpień 21, 2008 at 9:59 am

  6. Rzekłbym, że za sytuację na Przystanku po równo odpowiadają jego uczestnicy jak i organizatorzy. Nie mam zamiaru oczekiwać “jakiejś wiekopomnej myśli przyświecającej młodzieży”. Sam się jeszcze do tejże młodzieży kwalifikuję i też lubię poszaleć. Jedyne czego oczekuję to rozwaga i rozsądek. Sam nie zawsze bywam rozsądny, ale wiem kiedy należy zachować szczególną ostrożność. Ta myśl towarzyszy mi zawsze, gdy wyjeżdżam na jakąś imprezę poza Częstochowę (conajmniej 10 razy w roku).

    Co do Castle Party. Jako, że wybieram się tam ze zwartą grupą osób bywających tam nawet od pięciu lat to myślę, że będzie dobrze. Nie zmienia to faktu, że będę miał oczy dookoła głowy. Licho nie śpi :) .

    Pozdrawiam i dziękuję za ostrzeżenie :) .

    tomekwojcik

    sierpień 21, 2008 at 10:10 am

  7. Jak będzie to wpadnij do Kamiennej Góry, 10 kilometrów dalej mieszkam :P :P

    I zapraszam na Woodstock. Jednak. :)

    c y n i k

    sierpień 21, 2008 at 3:20 pm


Napisz odpowiedź