Archiwum dla marzec 22nd, 2008
Zabierzcie te swoje koszyczki!
Zawsze tak mam, że po wielkiej imprezie, na której poległem, muszę wyjść do ludzi, na zewnątrz i potoczyć się w stronę sklepu Żabka. Zbieram się więc rano (o trzynastej), zbieram te wszystkie elementy, które uległy rozsypce, gdy wczoraj zwalałem się do łóżka (albo na podłogę), przyklejam nogi, ręce, głowę jakoś ustawiam, przed lustrem sprawdzam, czy ktoś mi przy powrocie nie wpierdolił, przeczesuję włosy. Jak myję zęby to czuję alkohol w całej swojej śmierdzącej postaci.
I wychodzę na miasto, dzisiaj wychodzę, a tu z koszyczkami, a tu ze święconką do kościoła i z kościoła fale ludzi. Idę przed siebie, mam kaca, mam wielkie poczucie alienacji, bardzo jestem wyalienowany, że aż strach, że aż prawie mnie nie ma. Ludzie w garniturach, ludzie z dziećmi i z koszyczkami, a ja bez, o przepraszam, wyszedłem tylko na chwilę, zupełnie wypadło mi z głowy, koszyczek już czeka, zaraz się cofnę i pójdę święcić. Wszyscy razem staniemy, postawimy swoje koszyczki, popatrzymy nawet, co tam w środku mamy, ach, kabanosek, ach, masełko, ojej, ale pięknie pani to ozdobiła, ale piękna ta solniczka i cukier pani ma! Pochwalimy się kiełbasami, chlebem i wtedy ksiądz przyjdzie, jak zbawienie, ksiądz z kropidłem, chodząca jasność, witajcie wy owieczki, wy biedne moje dzieci, i jeb, tym kropidłem nas, wodą znaczy poświęconą. I choć nie trafi w te koszyczki, choć nam nasze garnitury, odświętne krochmalone koszule i spódnice poplami, to przecież my wiemy, że to symbol, że chodzi o metaforę, pan rozumie, tu trzeba metaforycznie myśleć, metaforycznie Pan Jezus zbawia.
Ale ja nie pójdę! Ja tu będę Chodził. Ja tu Postoję. Wy tam idźcie, wy! Pierdolę wasze koszyczki! Ja mam kaca, o wiaro, ja mam kaca i proszę mi tutaj z Jezusami, z kazaniami, z homiliami nie wyskakiwać, ja potrzebuję tylko sklepu z sieci Żabka, potrzebuję paru produktów, a nie Słowa Bożego, nie lukrowanych baranków, gałązek oliwnych. Nie! Proszę mnie zostawić, proszę puścić moją kurtkę, nie wkładajcie mi krawata, nie lubię białych koszul, nie pójdę, nie, szatan, szatan! Nie wierzę! Jestem ateistą, nie żartuję, jestem a-te-i-stą! Sobie to kurwa przeliterujcie, odpieprzcie się, nie analizujcie tego, nie szukajcie sublimacji, nie pytajcie „to w co takim razie wierzysz?”, nie szukajcie argumentów na wiara.pl – kochani, odpierdolcie się.
Bo jak nie, to wtedy będę zły, narzygam wam w te koszyczki, podeptam baranki, jajkami obrzucę i fiuty będę na pisankach malował. Bo jak nie, to wtedy z owieczki, która zbłądziła, stanę się wrogiem Kościoła, wrogiem papieża – wariatem znaczy, bo przecież nie można być normalnym jednocześnie twierdząc, że papież to kretyn, nie można być normalnym i twierdzić, iż Bóg to faszysta. Wariat! Wariat! Do wariatkowa go!
Dzielcie się opłatkami, święćcie sobie te chlebki i kiełbaski, módlcie się, padajcie na twarze, czekajcie na zbawiciela, krzyżujcie i pocieszajcie się na wiara.pl, ale mnie w to proszę nie mieszać, proszę moją osobę zostawić, nie udowadniajcie mi, że mój bunt wynika z mody, że widocznie spotkałem w życiu złych księży i złe katechetki, nie mówcie, że na łożu śmierci się nawrócę. Ja nie będę wam tłumaczył, nie będę tutaj argumentował, ach, dlaczego ja nie wierzę, ach dlaczego i po co! Nie będę leczył waszej wiary, nie będę waszym marginesem, nie będę waszym kompleksem.
Odejdę raczej, pójdę sobie do sklepu, powiem „dzień dobry” a potem „do widzenia”, wrócę do domu, obejrzę może film, może oddam się strasznemu konsumpcjonizmowi, może nawet, o zgrozo, wpieprzę jakąś szynkę, a wy tam sobie, zwariowane wariaty siedźcie, wy tam sobie szeptajcie, przekazujcie sobie Słowo Boże. Beze mnie.


