W u l g a r y z m

Vita sine libertate nihil

Archiwum dla marzec 13th, 2008

Polak

z 7 komentarzami

W tym mieście urzekło mnie już chyba wszystko, co mogło. To jest właśnie mój problem – zamiast zupełnej separacji, zostawienia tego wszystkiego, ja brnę dalej, tonę w słowach i półszeptach tak niezmiennych, jak stali i niezmienni są ich nadawcy. Rozmawiam i żyję. Witam się i żegnam. Uśmiecham się nawet. Nie odejdę stąd, bo i po co – gdzie pójdę? Wyjadę do Anglii, Irlandii? Przecież tam to samo i jeszcze trzeba się języka uczyć, opowiadać co w Polsce, że nic, że w Warszawie kradną jak kradli, że we Wrocławiu piją jak pili, że w Krakowie zwiedzają jak zwiedzali i że w Toruniu modlą się jak modlili. I że teraz jest nowy rząd i pewnie będzie lepszy, choć przecież w telewizji mówią, że nie jest lepszy więc jeszcze wstydził się będziesz za oddany głos.

Irlandia i Anglia odpadają – Niemców nie lubię od dziecka. Rosja kojarzy mi się z ciągłym kacem w dodatku na mrozie. Podziękuję. Postoję. W Polsce, na przystanku postoję i chociaż mróz tu jak wszędzie i śmierdzi też podobnie, to ja czuję do tego miejsca specjalny pociąg – taki anarchistyczny patriotyzm. Że stoję tu, bo gdzie indziej nie mogę. Że tak źle mi nie będzie nawet w najbiedniejszym kraju Afryki – tam byłbym bogaczem, turystą, pomagałbym może fundacjom, rozdawał obiady. Tylko tutaj mogę mieć taki nastrój.

tu się nawet godnie nie ćpa

Razem z kilkunastoma osobami jak zwykle wsiądziemy do autobusu, jak zwykle upchamy się na brudnych siedzeniach, przetrzemy te szyby, przełożymy portfele w bezpieczne miejsca (nie żebyśmy sobie nie ufali), może nawet włączymy swoje tanie empetrójki, może nagrane mieć tam będziemy coś o pierdoleniu Polski albo coś o miłości do niej, poczytamy ogłoszenia na szybach, że pekaes nas kocha, że my kochamy go także, że uwaga na kieszonkowców, oni gdzieś są i czyhają na biednych (biedniejszych od nich), poczytamy o biletach miesięcznych i o tym, że kurs stąd i dotąd drożeje. Bo w tym kraju zawsze coś drożeje, bo telewizja mówi tylko o podwyżkach, bo przecież nie może być tak, że w tak śmierdzącym i brzydkim Państwie cokolwiek będzie tanie, nie może być tak, żeby rencistom starczyło na chleb, żeby przerażony młodym dziewczynom starczyło na antykoncepcje, a odważnym młodym chłopakom na narkotyki. Tu się nawet godnie nie ćpa, nie mówiąc o pieprzeniu.

Ja nie narzekam. Dobra, narzekam. Narzekam bo jestem Polakiem, w dodatku młodym. Student, wszystko mi wolno i nawet jeśli ty uważasz, że mi nie wolno (że za mało jeszcze wiem), to naprawdę, zrozum, i tak wszystko mi wolno.

Więc startujemy – stacja Landeshut kierunek Waldenburg. Z małego miasta o małomiasteczkowych ambicjach Warszawy do dużej wioski, w której upadło nawet to, z czego słynęła. Nie żebym był złośliwy – Wałbrzych to niezłe miasto do stoczenia się, zapaści. Hasłem tej zapomnianej mieściny powinno być „Wałbrzych – apatia i marazm”. Albo „Wałbrzych wspiera górników” (czyt. Alkoholików).

Więc tak sobie jedziemy, słuchamy empetrójek, patrzymy się za okno, mijamy wieś Borówno (Bóg wybacza, Borówno nigdy), mijamy Czarny Bór i Gorce. Zdajemy sobie sprawę, że jeśli dłużej tak poskaczemy na tych wybojach, to zwrócimy nasze tanie śniadania przygotowywane nad ranem na tanich blatach kuchennych. Jesteśmy Polakami, biedy i taniochy się nie wstydzimy, wręcz przeciwnie, robimy wszystko, żeby wyglądało jeszcze biedniej i jeszcze taniej – w Landeshut malują domy w pastele (róże, żółcie, rażąca zieleń). Do połowy, „dla kolarzy”, bo pasteli na górę już nie starczyło. Jak się jedzie autobusem to masz wrażenie, że włożyli cię do jakiegoś symulatora lotów kosmicznych i masz niezłego tripa. Jestem ciekaw, co myślą Niemcy, którzy przyjeżdżają na te tereny masowo i oglądają swoje stare pastelowe posiadłości. Chyba mogliby nawet organizować kursy: „Obudź w sobie Hitlera – podróże do Polski”.

Wałbrzych jest przynajmniej jednolity – jednolicie szary i czarny, zapylony tynkiem, zapełniony reklamami i rozkładającymi w lato swoje zwłoki górnikami. Taka czarna masa, bez formy, bez czegokolwiek, co by to miejsce ratowało. Wielkie wyborcze bilbordy lokalnych polityków z hasłami „Darmowe parkingi”, „Darmowy internet” wzbudzają tylko cichy lament, odnoszą się, że tak powiem, do czystej natury Polaka.

luksus ADHD

Mam kompleks mniejszości, wiem, żyję w małym miasteczku, jeżdżę do dużej wsi. Wyrosłem na odrapanych ścianach, kopaniu piłki o mury niemieckich kamienic – wtedy nikt z nas nie mógł sobie pozwolić na luksus ADHD, wpierdol od rodzica i po krzyku. Baw się dalej w chowanego. Jakieś psychologiczne kursy? Zaświadczenia dysortografii? Poradnia zdrowia psychicznego? Superniania? Chyba żartujesz – rodzice robili cię z początku na górnika, dopiero potem przyszła cała ta zabawa z „musisz iść na studia bo nic w życiu nie osiągniesz”. I teraz mamy uczelnie zapełnione idiotami z zaświadczeniami o dysortografii.

Chociaż, urodziłem się w kapuście, tak utrzymuje moja siostra. Pochodzenie kapuściane, ale jakie plany! Matka ciągle mówiła, że jak będę duży, to zostanę prezydentem. Wtedy się cieszyłem, mieć taką władzą – obcinać im te renty, te emerytury, ustawiać podatki od brody, od łokci, od fryzury! Ale teraz bym nie chciał – widzę, że siedzi tam całkiem spora gromadka innych kapuścianych głąbów, co to poobcinać również sobie lubią. Ja tam tłumu nie cierpię – ocieranie się, wymiana poglądów, zapoznawcze wizyty, zapoznawcze trunki, zapoznawcze łóżka. Nuda.

bi strejt

Potem jakiś nacjonalista mówi mi, że nie tutaj jest moje miejsce, że powinienem w trybie natychmiastowym zadzierać kiecę i lecieć, tylko pozbieraj wcześniej te pedalskie ciuszki, spal wszystkie mosty. Możesz zostać ale: Kochaj Polskę, ojczyznę, naród, kochaj, kochaj, miej logo miasta na komórce, dzwonek z hymnem państwowym, bi strejt, 100% hetero, kochaj Górnik Wałbrzych, Kościół, paciorków zmawiać nie musisz, to pedalskie, kochaj kobiety, ale tak, żeby znały swoje miejsce, pij z kolegami, idź do wojska, każdy facet musi iść do wojska. A jak nie to spierdalaj, idź stąd, bo ci zajebię, pedale pedalski ty. Co mądrzejszy, to wytknie ci modę: że teraz moda na bunt, na ateizm, na lewactwo, na pacyfki moda jest i że moda na kosmopolityzm. Że modnie jest jebać Polskę. A ja przecież stoję, tam gdzie stałem, od początku, niezmienny prawie tak, jak nacjonalizm. Ja tu, drogi skinheadzie, byłem wcześniej niż emo i wcześniej niż moda na ateizm.

Ale nie przegadasz – wyrzucą cię z tego syfu, z tego zsypu. Ty się taplasz w błocie, oglądasz te towary, których nigdy nie kupisz, brudzisz wystawową szybę, a tu z dobrocią w sercu nacjonalista wyrzuca cię z kraju. Idź sobie, nie bądź biedny, pedałuj gdzie indziej. Tutaj jest się biednym i smutnym, ale z a d o w o l o n y m z kraju, który nie dał ci absolutnie nic oprócz chrztu i lekcji na ulicach. Nie podoba się to możesz wyjechać.

Gdzie wyjechać? Przecież ci mówię, debilu, że nigdzie indziej nie będę tak wspaniale biedny, że nigdzie indziej nie będę pedałem, że nigdzie indziej nie wytkną mi żydostwa, że nigdzie indziej nie dostanę po twarzy za samo tylko istnienie. Palestyna? Chiny? Po co, skoro i tutaj można zginąć, i tutaj można być innym. Jestem biedniejszy od Jezusa Chrystusa. A patrząc na ciebie zaczynam się uczyć tej drugiej kwestii, typowo polskiej: Jestem biedny ale wdzięczny Polsce!

Written by c y n i k

marzec 13, 2008 at 3:05 pm