Archiwum dla marzec 2008
Co ludzie wpisują w przeglądarki?
WordPress.com dało mi ciekawe narzędzie – w statystyce wejść swojego bloga znajdziemy bowiem specjalną tabelę, w której pojawiają się frazy wpisywane przez ludzi w wyszukiwarki, np. Google przez co na którymś tam miejscu w wynikach pojawia się moja strona. Co więc ludzie wpisują w przeglądarki?
„babcie które się bzykają”
Już dziś możesz przejrzeć na moim blogu pełne klasy i wigoru zdjęcia HD – babcie które się bzykają – różne pozycje, różne lata, masa doświadczenia. Za dopłatą dostęp do specjalnych długich filmów: Babcie i Powstanie Warszawskie, Wielkie Bzykanko Babci Trzy, Babcia I Jego Wieli Czarny Obrzyn, Babcia Na Wakacjach, Od Zmierzchu Do Babci, Trzy Babcie i Wilk oraz numer jeden wśród wszystkich pornoli: „Babcia kontra Napoleon”. Pozdrawiam pana, który wpisał to w google…
„wody mi odeszly co dalej”
Naprawdę starałem się liznąć w życiu medycynę, przeczytałem trochę artykułów (bardziej popularnych niż naukowych) wiem, co trzeba zrobić, żeby mieć zdrową cerę i jak nie zarazić się AIDS, ale niestety, przy całym moim doświadczeniu odsyłam gdzie indziej – najlepiej do psychika, bo nie rozumiem kogoś, komu wody odeszły, a ta osoba jeszcze się pyta „co dalej?”. W moim prywatnym rankingu internetowej głupoty i tak wygrywa jeden chłop, który to założył pewnego razu wątek w stylu „wykrwawiam się co dalej”.
„ile rodzą welony jako ryby?”
Zajebiście dużo, bym napisał, acz wprowadził mnie tu ktoś w konsternację – wszak nie często się widzi takie sformułowanie, „ile rodzą welony jako ryby“. Postaram się odpowiedzieć, choć przyznam, że podobnie jak medycyna i położnictwo, akwarystyka u mnie leży. Odpowiedź moja zatem: welony jako nie ryby nie rodzą w ogóle.
„biedny naród który morduje”
O proszę, tutaj już mamy coś bardziej w moim stylu – takie to mickiewiczowskie acz jednocześnie pachnie tu Gombrowiczem. Ciekawi mnie, naprawdę ciekawi, co takiego pragnął znaleźć autor owego zdania. Bo przecież ani to Polska (patriotyzm nam nie pozwala) ani to USA…
„gejowskie symbole”
O przepraszam, ja tu żadnych symboli podawać nie będę – to jest top secret, do tego trzeba dojść, są przecież pewne kroki, które należy poczynić, aby dostąpić oświecenia. Dostąpcie więc gejowskiego oświecenia na własną rękę.
„jak sie zabić pomoc”
Moje chamstwo (acz wolę nazywać to cynizmem) każe mi tu obśmiać nadawcę, choć ten przecież w rozterce, ten się do okna targa, do noży i żył, do suszarek w wannie – a jednak, szuka jeszcze pomocy – i teraz pytanie najważniejsze: Czy nadawca, nasz Samobójca, szuka pomocy w sprawie najlepszych technik, ewentualnego splendoru aktu samobójczego, czy też szuka pomocy u tych, którzy by go od tego odwiedli. Po prawdzie, pytanie zdaje się potwierdzać pierwszą wersję, ale jednak, w historii internetu było już tylu samobójców (i nigdy mądry), że wszystkiego się po nich można spodziewać. Jeśli mam akurat temu człowiekowi radzić: skutecznie.
„tanie cpanie”
No, to jest już nielegalne, niestety, nie mogę – proszę się zgłosić jak zalegalizują marihuanę.
„najgrubszy penis swiata”
Dobra, dobra, przyznaję się – tu akurat chodzi o mnie.
„lektury w których są wulgaryzmy”
Jako że literaturę czytam, to zainteresowało mnie bardzo. Jakiś młody Ktoś poszukuje ciekawej być może, z punktu widzenia dzisiejszego nastolatka, pozycji do przeczytania – ja więc w ciemno polecam – Jakub Żulczyk, Radio Armageddon, właśnie do Empików weszło. Ew. Zrób mi jakąś krzywdę tegoż.
„wszyscy puszki w góre kurwa”
Kolejne zdanie, które mnie intryguje – co też autor miał na myśli? Ktoś podpowie?
„symulator zepsutego telefonu”
Tak, rzeczywiście ostatnio uruchomiłem na swoim blogu możliwość sprawdzenia zepsutego telefonu…
„jak się zabija laski”
Świadomość narodowa co raz szersze zatacza kręgi – feminizm zmusza panów do mordowania, straszne rzeczy. Jednocześnie głupota się zacieśnia, bo żeby nie umieć laski zabić? Panie, daj pan spokój…
„ide do wojska pocieszenie”
Masz przejebane.
„jak rozkładają się zwłoki?”
Oczywiście, w przepastnych czeluściach mojej witryny pisałem i o tym… o_0
To tyle, jak na razie, zapewniam, że do tematu wrócę, bo i nadawcy strasznie fikuśni. Pozdrawiam poszukujących.
Zabierzcie te swoje koszyczki!
Zawsze tak mam, że po wielkiej imprezie, na której poległem, muszę wyjść do ludzi, na zewnątrz i potoczyć się w stronę sklepu Żabka. Zbieram się więc rano (o trzynastej), zbieram te wszystkie elementy, które uległy rozsypce, gdy wczoraj zwalałem się do łóżka (albo na podłogę), przyklejam nogi, ręce, głowę jakoś ustawiam, przed lustrem sprawdzam, czy ktoś mi przy powrocie nie wpierdolił, przeczesuję włosy. Jak myję zęby to czuję alkohol w całej swojej śmierdzącej postaci.
I wychodzę na miasto, dzisiaj wychodzę, a tu z koszyczkami, a tu ze święconką do kościoła i z kościoła fale ludzi. Idę przed siebie, mam kaca, mam wielkie poczucie alienacji, bardzo jestem wyalienowany, że aż strach, że aż prawie mnie nie ma. Ludzie w garniturach, ludzie z dziećmi i z koszyczkami, a ja bez, o przepraszam, wyszedłem tylko na chwilę, zupełnie wypadło mi z głowy, koszyczek już czeka, zaraz się cofnę i pójdę święcić. Wszyscy razem staniemy, postawimy swoje koszyczki, popatrzymy nawet, co tam w środku mamy, ach, kabanosek, ach, masełko, ojej, ale pięknie pani to ozdobiła, ale piękna ta solniczka i cukier pani ma! Pochwalimy się kiełbasami, chlebem i wtedy ksiądz przyjdzie, jak zbawienie, ksiądz z kropidłem, chodząca jasność, witajcie wy owieczki, wy biedne moje dzieci, i jeb, tym kropidłem nas, wodą znaczy poświęconą. I choć nie trafi w te koszyczki, choć nam nasze garnitury, odświętne krochmalone koszule i spódnice poplami, to przecież my wiemy, że to symbol, że chodzi o metaforę, pan rozumie, tu trzeba metaforycznie myśleć, metaforycznie Pan Jezus zbawia.
Ale ja nie pójdę! Ja tu będę Chodził. Ja tu Postoję. Wy tam idźcie, wy! Pierdolę wasze koszyczki! Ja mam kaca, o wiaro, ja mam kaca i proszę mi tutaj z Jezusami, z kazaniami, z homiliami nie wyskakiwać, ja potrzebuję tylko sklepu z sieci Żabka, potrzebuję paru produktów, a nie Słowa Bożego, nie lukrowanych baranków, gałązek oliwnych. Nie! Proszę mnie zostawić, proszę puścić moją kurtkę, nie wkładajcie mi krawata, nie lubię białych koszul, nie pójdę, nie, szatan, szatan! Nie wierzę! Jestem ateistą, nie żartuję, jestem a-te-i-stą! Sobie to kurwa przeliterujcie, odpieprzcie się, nie analizujcie tego, nie szukajcie sublimacji, nie pytajcie „to w co takim razie wierzysz?”, nie szukajcie argumentów na wiara.pl – kochani, odpierdolcie się.
Bo jak nie, to wtedy będę zły, narzygam wam w te koszyczki, podeptam baranki, jajkami obrzucę i fiuty będę na pisankach malował. Bo jak nie, to wtedy z owieczki, która zbłądziła, stanę się wrogiem Kościoła, wrogiem papieża – wariatem znaczy, bo przecież nie można być normalnym jednocześnie twierdząc, że papież to kretyn, nie można być normalnym i twierdzić, iż Bóg to faszysta. Wariat! Wariat! Do wariatkowa go!
Dzielcie się opłatkami, święćcie sobie te chlebki i kiełbaski, módlcie się, padajcie na twarze, czekajcie na zbawiciela, krzyżujcie i pocieszajcie się na wiara.pl, ale mnie w to proszę nie mieszać, proszę moją osobę zostawić, nie udowadniajcie mi, że mój bunt wynika z mody, że widocznie spotkałem w życiu złych księży i złe katechetki, nie mówcie, że na łożu śmierci się nawrócę. Ja nie będę wam tłumaczył, nie będę tutaj argumentował, ach, dlaczego ja nie wierzę, ach dlaczego i po co! Nie będę leczył waszej wiary, nie będę waszym marginesem, nie będę waszym kompleksem.
Odejdę raczej, pójdę sobie do sklepu, powiem „dzień dobry” a potem „do widzenia”, wrócę do domu, obejrzę może film, może oddam się strasznemu konsumpcjonizmowi, może nawet, o zgrozo, wpieprzę jakąś szynkę, a wy tam sobie, zwariowane wariaty siedźcie, wy tam sobie szeptajcie, przekazujcie sobie Słowo Boże. Beze mnie.
Przegląd blogów #1
Dzieje się ostatnio na wordpresie sporo, to i ja postanowiłem, że będę aktywny, co by ktoś tę aktywność zauważył. Stąd moje komentarze na niektórych blogach, stąd sobie nawet subskrypcję na Oddalenie.com ustawiłem, bo to teraz całkiem poczytny i całkiem zgrabnie tworzony blog (angielski Polak, co prawda i w końcu go ktoś powiesi za jaja, bo modą Gombrowicza odważył się, nie raz, krytykować naszą-rasę.pl i naszą-polskę.pl).
Grunt to być na bierząco, przeglądać nawet te najgłupsze wpisy, w których ktoś się żali, że zszedł mu paznokieć, co też, rodem z Kafki, miało dać przyczynę ku niepohamowanej złości na świat, religię, rodziców, kobietę, mężczyznę, psa, albo, co gorsza, na Żydów i gejów. Ostatnio temat numer jeden – kobiety – głównie za sprawą marca i różnych towarzyszących temu miesiącowi garnców, tj. od manif po święta, wdarł się także na blogi za sprawą kompleksu.
Potęga kompleksu jest niezjednana i przyznam, że odbierałem blog Tomek pisze jako pewien żart, czasem może i przesadzony, ale jednak żart i prowokację. A tu, masz ci los, sama prawda na głowę ci się zwala – raz, że kobiety to suki, a i zarażać je HIVem wypada, dwa, że autor przyznaje, iż jest idiotą, ale “spierdalaj gnoju”, że Świetlickiego zacytować, bo co ci do tego. Mój blog – moje kobiety!
Tomasza zostawiam już w spokoju, co by sobie nie zaskarbić przyjemności dostania komentarza: “Niczego nie rozumiesz. Nie rozmawiam już z tobą”. Tomasz więc odchodzi, ale jednak, o kobietach w marcu głośno i to niekoniecznie tak, jakby one sobie tego chciały. I? I nic – parafraza Bursy na koniec:
no to co
milsza mi jest kobieta
od ciebie ty skurwysynie
Polak
W tym mieście urzekło mnie już chyba wszystko, co mogło. To jest właśnie mój problem – zamiast zupełnej separacji, zostawienia tego wszystkiego, ja brnę dalej, tonę w słowach i półszeptach tak niezmiennych, jak stali i niezmienni są ich nadawcy. Rozmawiam i żyję. Witam się i żegnam. Uśmiecham się nawet. Nie odejdę stąd, bo i po co – gdzie pójdę? Wyjadę do Anglii, Irlandii? Przecież tam to samo i jeszcze trzeba się języka uczyć, opowiadać co w Polsce, że nic, że w Warszawie kradną jak kradli, że we Wrocławiu piją jak pili, że w Krakowie zwiedzają jak zwiedzali i że w Toruniu modlą się jak modlili. I że teraz jest nowy rząd i pewnie będzie lepszy, choć przecież w telewizji mówią, że nie jest lepszy więc jeszcze wstydził się będziesz za oddany głos.
Irlandia i Anglia odpadają – Niemców nie lubię od dziecka. Rosja kojarzy mi się z ciągłym kacem w dodatku na mrozie. Podziękuję. Postoję. W Polsce, na przystanku postoję i chociaż mróz tu jak wszędzie i śmierdzi też podobnie, to ja czuję do tego miejsca specjalny pociąg – taki anarchistyczny patriotyzm. Że stoję tu, bo gdzie indziej nie mogę. Że tak źle mi nie będzie nawet w najbiedniejszym kraju Afryki – tam byłbym bogaczem, turystą, pomagałbym może fundacjom, rozdawał obiady. Tylko tutaj mogę mieć taki nastrój.
tu się nawet godnie nie ćpa
Razem z kilkunastoma osobami jak zwykle wsiądziemy do autobusu, jak zwykle upchamy się na brudnych siedzeniach, przetrzemy te szyby, przełożymy portfele w bezpieczne miejsca (nie żebyśmy sobie nie ufali), może nawet włączymy swoje tanie empetrójki, może nagrane mieć tam będziemy coś o pierdoleniu Polski albo coś o miłości do niej, poczytamy ogłoszenia na szybach, że pekaes nas kocha, że my kochamy go także, że uwaga na kieszonkowców, oni gdzieś są i czyhają na biednych (biedniejszych od nich), poczytamy o biletach miesięcznych i o tym, że kurs stąd i dotąd drożeje. Bo w tym kraju zawsze coś drożeje, bo telewizja mówi tylko o podwyżkach, bo przecież nie może być tak, że w tak śmierdzącym i brzydkim Państwie cokolwiek będzie tanie, nie może być tak, żeby rencistom starczyło na chleb, żeby przerażony młodym dziewczynom starczyło na antykoncepcje, a odważnym młodym chłopakom na narkotyki. Tu się nawet godnie nie ćpa, nie mówiąc o pieprzeniu.
Ja nie narzekam. Dobra, narzekam. Narzekam bo jestem Polakiem, w dodatku młodym. Student, wszystko mi wolno i nawet jeśli ty uważasz, że mi nie wolno (że za mało jeszcze wiem), to naprawdę, zrozum, i tak wszystko mi wolno.
Więc startujemy – stacja Landeshut kierunek Waldenburg. Z małego miasta o małomiasteczkowych ambicjach Warszawy do dużej wioski, w której upadło nawet to, z czego słynęła. Nie żebym był złośliwy – Wałbrzych to niezłe miasto do stoczenia się, zapaści. Hasłem tej zapomnianej mieściny powinno być „Wałbrzych – apatia i marazm”. Albo „Wałbrzych wspiera górników” (czyt. Alkoholików).
Więc tak sobie jedziemy, słuchamy empetrójek, patrzymy się za okno, mijamy wieś Borówno (Bóg wybacza, Borówno nigdy), mijamy Czarny Bór i Gorce. Zdajemy sobie sprawę, że jeśli dłużej tak poskaczemy na tych wybojach, to zwrócimy nasze tanie śniadania przygotowywane nad ranem na tanich blatach kuchennych. Jesteśmy Polakami, biedy i taniochy się nie wstydzimy, wręcz przeciwnie, robimy wszystko, żeby wyglądało jeszcze biedniej i jeszcze taniej – w Landeshut malują domy w pastele (róże, żółcie, rażąca zieleń). Do połowy, „dla kolarzy”, bo pasteli na górę już nie starczyło. Jak się jedzie autobusem to masz wrażenie, że włożyli cię do jakiegoś symulatora lotów kosmicznych i masz niezłego tripa. Jestem ciekaw, co myślą Niemcy, którzy przyjeżdżają na te tereny masowo i oglądają swoje stare pastelowe posiadłości. Chyba mogliby nawet organizować kursy: „Obudź w sobie Hitlera – podróże do Polski”.
Wałbrzych jest przynajmniej jednolity – jednolicie szary i czarny, zapylony tynkiem, zapełniony reklamami i rozkładającymi w lato swoje zwłoki górnikami. Taka czarna masa, bez formy, bez czegokolwiek, co by to miejsce ratowało. Wielkie wyborcze bilbordy lokalnych polityków z hasłami „Darmowe parkingi”, „Darmowy internet” wzbudzają tylko cichy lament, odnoszą się, że tak powiem, do czystej natury Polaka.
luksus ADHD
Mam kompleks mniejszości, wiem, żyję w małym miasteczku, jeżdżę do dużej wsi. Wyrosłem na odrapanych ścianach, kopaniu piłki o mury niemieckich kamienic – wtedy nikt z nas nie mógł sobie pozwolić na luksus ADHD, wpierdol od rodzica i po krzyku. Baw się dalej w chowanego. Jakieś psychologiczne kursy? Zaświadczenia dysortografii? Poradnia zdrowia psychicznego? Superniania? Chyba żartujesz – rodzice robili cię z początku na górnika, dopiero potem przyszła cała ta zabawa z „musisz iść na studia bo nic w życiu nie osiągniesz”. I teraz mamy uczelnie zapełnione idiotami z zaświadczeniami o dysortografii.
Chociaż, urodziłem się w kapuście, tak utrzymuje moja siostra. Pochodzenie kapuściane, ale jakie plany! Matka ciągle mówiła, że jak będę duży, to zostanę prezydentem. Wtedy się cieszyłem, mieć taką władzą – obcinać im te renty, te emerytury, ustawiać podatki od brody, od łokci, od fryzury! Ale teraz bym nie chciał – widzę, że siedzi tam całkiem spora gromadka innych kapuścianych głąbów, co to poobcinać również sobie lubią. Ja tam tłumu nie cierpię – ocieranie się, wymiana poglądów, zapoznawcze wizyty, zapoznawcze trunki, zapoznawcze łóżka. Nuda.
bi strejt
Potem jakiś nacjonalista mówi mi, że nie tutaj jest moje miejsce, że powinienem w trybie natychmiastowym zadzierać kiecę i lecieć, tylko pozbieraj wcześniej te pedalskie ciuszki, spal wszystkie mosty. Możesz zostać ale: Kochaj Polskę, ojczyznę, naród, kochaj, kochaj, miej logo miasta na komórce, dzwonek z hymnem państwowym, bi strejt, 100% hetero, kochaj Górnik Wałbrzych, Kościół, paciorków zmawiać nie musisz, to pedalskie, kochaj kobiety, ale tak, żeby znały swoje miejsce, pij z kolegami, idź do wojska, każdy facet musi iść do wojska. A jak nie to spierdalaj, idź stąd, bo ci zajebię, pedale pedalski ty. Co mądrzejszy, to wytknie ci modę: że teraz moda na bunt, na ateizm, na lewactwo, na pacyfki moda jest i że moda na kosmopolityzm. Że modnie jest jebać Polskę. A ja przecież stoję, tam gdzie stałem, od początku, niezmienny prawie tak, jak nacjonalizm. Ja tu, drogi skinheadzie, byłem wcześniej niż emo i wcześniej niż moda na ateizm.
Ale nie przegadasz – wyrzucą cię z tego syfu, z tego zsypu. Ty się taplasz w błocie, oglądasz te towary, których nigdy nie kupisz, brudzisz wystawową szybę, a tu z dobrocią w sercu nacjonalista wyrzuca cię z kraju. Idź sobie, nie bądź biedny, pedałuj gdzie indziej. Tutaj jest się biednym i smutnym, ale z a d o w o l o n y m z kraju, który nie dał ci absolutnie nic oprócz chrztu i lekcji na ulicach. Nie podoba się to możesz wyjechać.
Gdzie wyjechać? Przecież ci mówię, debilu, że nigdzie indziej nie będę tak wspaniale biedny, że nigdzie indziej nie będę pedałem, że nigdzie indziej nie wytkną mi żydostwa, że nigdzie indziej nie dostanę po twarzy za samo tylko istnienie. Palestyna? Chiny? Po co, skoro i tutaj można zginąć, i tutaj można być innym. Jestem biedniejszy od Jezusa Chrystusa. A patrząc na ciebie zaczynam się uczyć tej drugiej kwestii, typowo polskiej: Jestem biedny ale wdzięczny Polsce!


