Archiwum dla grudzień 2007
Rydzykowi wody odeszły.
Rydzyk wziął 27 milionów na poszukiwanie wody piekielnej. Lux Veritatis (organizacja rozpusty publicznej) dostała kolejne tereny w Toruniu, co by rozszerzyć gmachy czarnych i siać, siać, siać słowo Boże dalej, dalej, aż do Warszawy, do masona Tuska i Żydów platformersów.
Na początku był spór o tereny, potem spór o wody. Ciepłe, bo niby Mariusz Orion-Jędrysek, do niedawna główny geolog kraju, wyznaczył, że właśnie na terenach Redemptorystów wody o temperaturze 100 stopni mają przepływać. Ale gotowanej wody tam nie ma, Jędrysek bowiem pomylił na mapie lokalizacje Ciechocinka z Toruniem. Pomyłka przecież mała, a że pan geolog jest profesorem, to umieć wszystkiego nie musiał.
niech papież skoczy mi po piwo
A 27 milionów wpadło w ręce nieobliczalnego człowieka z Torunia, który to wszędzie widzi Żydów, masonów obnaża i cyklistów sprzed swoich bram przegania. Można tylko kochać ten kraj, kochać i umierać jednocześnie, bo to przecież niemożliwe, żeby tacy głupcy szastali pieniędzmi, żeby w łapę Panu Rydzykowi wkładali kasę, żeby jego organizacja zajęła się odwiertami. SIC! To ja papieżowi dam 3,10 i niech mi po Tyskie skoczy i jeszcze 15 złoty na jointy, bo inaczej, przysięgam, sam zostanę faszystą, sam sięgnę po karabin i zacznę zabijać, jak nie zapalę i nie zobaczę jakiegoś wielkiego, sensownego planu.
ikona Rydzyka
A wiem, że nie zobaczę. Obok Majewskiego i Wojewódzkiego, Rydzyk triumfuje jako medialna ikona. Co właściwe dla każdej ikony, trochę już go tam kicz podjada, już go na paru kubkach i koszulkach za 5 złoty widać, jeszcze tylko trochę różu i będzie akurat jak znalazł. Szkoda tylko, że Rydzyk nie pisze poezji, nie zajmuje się jakąś sztuką, nie wiesza fallusów na krzyżach czy coś w ten deseń. Wówczas może zamiast Warhola, symbolem tej cholernej ery będzie Rydzyk – nasze dzieci będą się miały z czego śmiać.
cel uświęca sierotki
Albo stanie się tak, że “twój katolicki głoś w radiu” wpierdzieli się w każdy dom, w każdą pustą głowę, w każdego powojennego kombatanta ze starczą pretensją na twarzy i zaczną zamykać lewaków, pedałów i Żydów, zamkną mi bloga, bo przecież nielegalnie działa w dodatku nie używam skrótów “o.” przed nazwiskiem księży. Ostatnio dostałem nawet ostrzeżenie: powstaje ośrodek do walki z Szatanem. Uuuooo!
ośrodek do walki z Szatanem
Wiernych trzeba połaskotać, upewnić, że istnieją złe moce, które czyhają na nich na każdym kroku i że trzeba być grzecznym, płacić ofiarę, trzymać rączki na kołdrze. Osobę opętaną cechuje, jak się dowiedziałem, awersja do sacrum. I teraz zastanówcie się, jakie to stwierdzenie daje pole do manipulacji, ilu ludzi w tym miejscu staje się z miejsca sługami diabła, ile objawia się dziwek szatana.
Ja, proszę księdza, satanistą jestem umiarkowanym, znaczy nie gwałcę, na krzyże raczej też nie sikam, zdarza mi się jednak chleb do kosza wyrzucić, w pokoju brak symboli chrześcijańskich; leży też parę płyt zespołów metalowych, co to krzyczą “Christians to the Lions!”, prowadzę antyklerykalnego bloga, pieprzę się jak królik bez ślubu, nie spowiadam się, bo rozumie ksiądz, nie dobrze mi się robi na pana widok, ale czy to zaraz musi znaczyć, że we mnie Szatan siedzi i ze spokojem sączy burbona?
I co ksiądz zrobi? Uklęknie, zdrowaśkę odmówi i Szatan wyskoczy (będzie miał rogi i kopyta!). Czy coś bardziej efektownego jak Egzorcysta albo Omen? Kiedy wy, teiści, wreszcie zrozumiecie, że nie wszystko, co się z wami wadzi, jest opętane przez Szatana?
Pamięci Słoniny [*]
Z żalem zawiadamiamy, iż dnia 10 grudnia 2007 po ciężkiej chorobie zmarła najwybitniejsza ryba-welon, jakie akwaria widziały. Słonina, inaczej zwana Beavis był dla nas jak członek rodziny, mówią bliscy.
Łączymy się wszyscy w bólu i refleksji.
O przykrym zdarzeniu poinformował Dominik i rodzina pogrążona w żałobie.
Jak Abraham syna ubijał…
Interesuje mnie Abraham. Interesuje mnie wzorzec jaki stanowi – co po nim zostało, jak go widza wierzący i jak agnostycy-ateiści? Brałem bowiem niedawno udział w dyskusji na temat tego, czy Bóg jest czy go nie ma i czy ludzie, tak wszak ogarnięci tym złym materializmem, potrafią w ogóle zrozumieć Boga, duchowość (tj. także Boga) i boskie prawa, boskie nakazy, boskie toposy.
Przypomnijmy, do Abrahama pewnego dnia zwraca się Bóg: „Weź twego syna jedynego, którego miłujesz, Izaaka, idź do kraju Moria i tam złóż go w ofierze na jednym z pagórków, jakie ci wskażę”. Abraham miał już ponad 100 lat, perspektywę dalszego rozpłodu (Bóg obiecał daleko posunięte stosunki), zupełnie „przekwitłą” już żonę i ogólnie łupało go w kościach. Ale bierze bachora i idzie – bez szemrania właściwie, Bogu się wszak Abraham nie sprzeciwi. Jest pierwszym ojcem-patriarchą, jakby to w Biblii wyglądało, żeby pierwszy pokazał Niebu figę, co ludzie by powiedzieli, kogo by potem Jan Paweł II autorytetem nazywał?
niech sobie syn postrzela
przed śmierćią
Ciekawe, jak wyglądała droga na górę. Większość dróg w literaturze to dojrzewanie do czegoś, próba, czas na myślenie (i wysiłek). Najlepszym przykładem będą tu chyba dzisiejsze pielgrzymki. Ludzie idą, pocą się i myślą, że jest zajebiście i że Bóg jest fajny, bo pozwala im maszerować do Lichenia, kupować na postojach fluorescencyjne Matki Boskie, albo niebieskie pojemniczki-sylwetki Jezusa z wodą święconą. Abraham idzie, poci się i powinien chyba myśleć, że Boga pojebało, że włączył mu się jakiś sadystyczny agresor i akurat on, biedny Abraham, będzie sposobem na jego rozładowanie. W dodatku podczas jego drogi nie ma nawet stoisk z tandetnymi zabawkami, kapiszonami, które może synowi na pocieszenie kupić. Bądź co bądź, idą na górę, żeby syna rozwlec na ołtarzu i rozorać nożem jak prosie. Niech sobie przynajmniej synek postrzela przed śmiercią…
Bóg ciągle kopulację obiecuje
Abraham jest ojcem dziecka, zaznaczmy, długo oczekiwanego. Co prawda nie jest to jego pierwszy syn, ale za to pierwszy z osobą, którą kochał. Abraham kopulować potrafi – ciągle Bóg mu bowiem kopulację obiecuje, rozród jest nagrodą – z ciebie całe narody powstaną, rzecze. I chyba tutaj Abrahama rozumiem – kto nie chciałby mieć całego narodu z siebie stworzonego? Ja nazwałbym ten naród „Kraj Zajebistych Ludzi” i nakazał legalizację marihuany – miałbym więcej Jezusów i innych proroków niż kiedykolwiek jakakolwiek religia posiadała.
Zastanawia mnie, co myśli Abraham u boku swojej przyszłej ofiary. Izaak ufa ojcu, nie wie, że zostanie zgładzony, z dziecięcą naiwnością pyta na miejscu: „Oto ogień i drwa, a gdzież jest jagnię na całopalenie?”. Abraham grzeszy (katolicy powiedzą, „w dobrej wierze kłamie): „Bóg upatrzy sobie jagnię na całopalenie, synu mój”. W sumie tu także go rozumiem – nie powie przecież swojemu potomkowi: „Słuchaj synu, kocham cię, ale Bóg każe mi cię rozpruć więc sam rozumiesz, kładź się tu, załatwimy to szybko”. Abraham kładzie syna na ołtarzu i wznosi nóż – i tak dzielny patriarcha stał się figurą wiary, zupełnego posłuszeństwa. Później w filmach i na obrazach, w anegdotach i katechezach Abraham pokazany jest jako ojciec płaczący, ale jednocześnie ojciec zdecydowany, pewny tego, co czyni – tu akt morderstwa w ogóle nie poddaje się dyskusji, Abraham nie waha się, Słowo Boże jest święte i jednocześnie, patrząc na podstawowe twierdzenia wiary, jest tym, co stanowi wieczność, trwałość, nieśmiertelność. A życie jest przecież ulotne, chwilowe – żyjemy w wielkim terrarium Boga tylko chwilę, potem z niego wychodzimy i patrzymy przez szybę, jak męczą się te głupie mrówki.
Abraham próbuje zabić syna – mówcie co chcecie – nie podałbym potem ręki ani Bogu ani ojcu. Temu drugiemu bym jeszcze nakopał, pozwał i przeklął. Abraham dokonuje tutaj zbrodni. Tak jakby przeczuwał dzisiejszą semantykę słowa „patriarchat”, podnosi rękę na rodzinę – jeszcze żonie powinien spuścić wpieprz jak wróci.
Jestem ateuszem i nie odnalazłem się w świecie galopującego materializmu. Nie jestem w stanie pojąć Boga, jego praw i zasad, jego moralności (kurewskiej), jego strategii, Planu, nie pojmę więc przypowieści, płaskich jak ściana bohaterów Biblii, nie pojmę rozumowania, dlaczego Onan popełnił grzech, nie zrozumiem kreacjonizmu – moja sfera duchowa to najniższy z możliwych poziomów – tak mniej więcej widzieli ateistów wierzący w dyskusji, w jakiej brałem udział. Odrzucam Boga, bo nie rozumiem duchowości, bo nie rozwijam jej – żyjemy na duchowej ziemi niczyjej, pisał Nielsen. I wiecie co? Mam to w dupie.


