W u l g a r y z m

Vita sine libertate nihil

Archiwum dla październik 2007

Bóg wybacza, Borówno nigdy.

z 3 komentarzami

Po przeczytaniu tego artykułu uznacie mnie chyba za zgryźliwego tetryka, albo strasznie smutnego człowieka, ale przecież powszechnie wiadomo, że tetrycy nie przykładają tak naprawdę wagi do krytyki ich krytyki. Sama zaś krytyka tetryków ograniczać się może do zwykłego klnięcia (cholera), albo do klnięcia z wysunięciem postulatów (wy cholery powinniście zdechnąć) czy też do klnięcia i ekspresjonistycznej nostalgii (wy cholery powinniście zdechnąć, kiedyś tak nie było). Ja posłużę się wszystkimi tymi trzema płaszczyznami. A zaczęło się tak:

Siedzę w nysce. Godzina 6.50, o tej porze nawet poczciwe babcie wydają się potworami z Loch Ness, o tej porze wszyscy ludzie zasługują na potępienie, na tyranię (nie przymierzając daleko, moją) i śmierć w strasznych, zupełnie nie metafizycznych męczarniach. Czekam aż kierowca, straszna kanalia, tak między nami, łaskawie odpali silnik i wszyscy potoczymy się trzeszczącym busikiem w stronę Waldenburga. Jak już ruszy, to dobrze, to wtedy wszystkie poranne ofiary milkną, by nie zagłuszyć przypadkiem pracy silnika, milkną wszystkie ofiary systemu, osiemdziesięcio letnie babcie, które muszą podbijać kartę na zakładzie, matki, co im już piersi dla gówniarzy nie starczy, dzieci, co już im głowy na te wszystkie cyfry i czytanki brakło, czterdziestoletni impotenci, co pięści dla żon nie szczędzą, żule milkną nawet i psy szczekać przestają, a w cholernej porannej imaginacji wszyscy pracownicy, urzędnicy ZUSu, uczniowie gimnazjum, matki, żony i kochanki widzą, jak sto pięknych dziewic żegna ich jedwabnymi chusteczkami.

I tak jedziemy, cholera, z marzycielskimi mordami. Kiedyś tak nie było. Kiedyś było lepiej.
Stacja Borówno. Prosta polska wieś. Dzieci dojeżdżające, matki zajeżdżone, ojcowie urżnięci. Boję się tak koloryzować, bo na przystanku ktoś napisał „Bóg wybacza, Borówno nigdy”. I tak już mam, myślę, przechlapane. Jedna wieś w tę czy w tą.

I teraz moi ulubieńcy. Stado rozgadanych bachorów z teczkami od Harry’ego Pottera albo jakiegoś gangstera z mikrofonem z Czarnego Boru. Stoją, z dziesięć takich dzieciaków i wszystkie, mówię wam, wszystkie trajkoczą, gadają, pieprzą trzy po trzy, informują, co tam u nich w Simsach, a no wiesz, Juśka zdechła, ojej, cholera, kurwa, przeszedłem poziom w Quake’u i dalej nie umiem, a czy znasz te kody, a czy to, a czy tamto, a ty wiesz, że Zenon, ten wieśniak z Borówna, to się we mnie kocha, chacha, masz zadanie, ojej, nie masz, o kurwa, no kurwa, dlaczego kurwa, Kaśka-sraśka, obciągnij mi mendo, zamknij się, jesteś u pani, u mamy, u ojca, u gwałciciela z krzaków jesteś!

I ja siedzę i myślę. Szybko, gorączkowo – topór, piła mechaniczna, ćwiartowanie, powolne krwi upuszczanie i że być już gorzej nie może, a tu nagle moja znajoma, na jakżeby inaczej, cześć Dorek, co tam Dorek, Dorek nie udawaj, że słuchasz muzyki, Dorek, umiesz na Mariana, a czy Dorek umie na filozofię, bo coś Dorek ostatnio nie filozuje na filozofii, znaczy nie pojawia się w ogóle, a na co Dorek głosował…

Na PO, ale w takim wypadku chętnie oddałbym głos na NSDP. Żebym nie mógł uciec, wciska mi się na kolana i gada do mnie, a ja, cholera, to była taka dobra piosenka, wyłączam swoje tandetne empetrzy i słucham.

I myślę o ludziach, co tkwią teraz w korkach. Widzę siebie w tym korku, jak z czerwonymi policzkami napieprzam w klakson, a w radiu leci jedna z tych kretyńskich piosenek dla idiotów „Jest już ciemno”. No kurwa skapnęli się w porę.

Jedziemy tak przez wsie, co nie wybaczają, przez Boga przejeżdżamy, ale on wybacza na szczęście zawsze, jedziemy przez pola i w tej chwili myślę o wyborach.

Że my wszyscy jesteśmy jak z tej książki Filipiak, Absolutna amnezja, że wszyscy o wszystkim zapomnimy, że te dzieci z teczkami Harry’ego kiedyś zapomną o wszystkim złym, że te nastolatki od Quake’a zapomną o grach i poziomach i że my wszyscy z tej cholernej nyski zapomnimy, iż głosowaliśmy na Platformę, gdy okaże się jednak, że wybraliśmy gówno.

Written by c y n i k

październik 30, 2007 at 5:59 pm

Napisane w Uncategorized