W u l g a r y z m

Vita sine libertate nihil

Archiwum dla sierpień 2007

Przystanek Ludzi Pozytywnie Pierdolniętych.

z 6 komentarzami

Przyjeżdżam w czwartek i wpadam w kurz. Jestem zmęczony i choć zupełnie trzeźwy, to słaniam się na nogach pod naporem trzech ton śpiworów, namiotów, bluz na zmianę, swetrów zimowych, skarpetek wełnianych, ocieplanych nauszników i grzejników elektrycznych, bo jakiś nieuk z prognozy pogody przewidział, iż będzie padać, będzie lało i będzie zimno. Ja przyjeżdżam a tu kurz, gorąco i myślę tylko, żeby się już rozbić, wrzucić tam bagaże, rozpakować się, co by złodzieje całego plecaka nie zgarnęli, potem narzucić adidasy (bo już w dupie mam, co ludzie powiedzą) i iść zeżreć jakiś wegetariański udziec w Pokojowej Wiosce Kriszny.

Znajdujemy miejsce z cyklu: “Ekstremalnie nawet dla punkowców” – 100 metrów do dużej sceny, 50 metrów od namiotów Tyskiego, 30 metrów od Toi Toi’ów. Miejscówka straszna, ale jest nas z 40 osób, a dojechać ma kolejnych 20. Rozbijamy się – ci, którzy nie mogą lub nie mają czego rozbijać, rozkładają swoje zwłoki, dodając otoczeniu trochę kolorytu i smaku prawdziwego życia.

Namiot stoi, ze skacowanych ciał dobywają się pierwsze woodstockowe okrzyki: “Jejeje!”, albo “Woodstock za rok”. Ja milczę – w stanie, w którym się znajduję, musiałbym krzyczeć “Śmierć!”. Śmierć nadeszła, informuje mnie ktoś, jeden chłopak wypadł z pociągu. Media nie szaleją, ale szaleją przeciwnicy Woodstock. Wiadomo, Owsiak winny temu, że jakiś nachlany kretyn wypadł z pociągu i się zabił. Nadmierna brawura i alkohol spowodowały… ja dodałbym jeszcze – idiotyzm ludzi, którzy są po trzecim winie i zwisają przy drzwiach wagonu.

Idziemy. Mam ochotę na loda. Muszę jakoś wyleczyć kaca, chociaż wypiłem raptem jedno piwo, ale tutaj nawet bez alkoholu jesteś wstawiony. Wstawiony kolorami, designem i zupełną anarchią. Nawet Policji można nawstawiać, a potem zrobić sobie z nimi zdjęcie. Loda kupiłem, dobry lód, pyszny – spodobał się jakiemuś oi’owi – podbiegł i zeżarł mi go z ręki. Potem znikł.

Jestem wkurwiony. Wszyscy w głowach mają peace, love i musical Hair. Ja mam w głowię śmierć, rosół i niskobudżetowy film typu gore. Tak idę w dzwonach i myślę, że ja chyba wyrosłem, że coś we mnie pękło. Kurz już nie ten sam, punkowcy agresywni, pełno jakiegoś bydła z dyskotek, Tyskie smakuje jak woda z chrzcielnicy i w dodatku znowu zdrożało, smaczne, pożywne i tanie jedzenie Harre Kryszna przerodziło się teraz w smaczne, pożywne i nieopłacalne, bo bóg Kryszna też musi zarabiać. I nawet Toi Toi’e nie pachną już tak jak kiedyś.
- Pierdolisz – mówi ktoś do mnie.

No i rzeczywiście pierdoliłem. Kiedy pięć lat temu jechałem na Woodstock, w głowie miałem siano i jointy, które wystrzeliły mnie w kosmos. Teraz przyjechałem z chęcią na rosół. A rosołu nie ma i nie będzie – Kryszna nie akceptuje tłuszczu z kurczaka. Wypiąłem się na ryż z curry i poszedłem zamordować jakiegoś hamburgera. A masz, ty Kryszno!

Gdyby nie Chmurka, to chyba bym tam oszalał. A tak – browar raz, dwa, trzy – świat zaczynał nabierać kolorów, deszcz, który rozpadał się w nocy nagle przestał irytować. I nie – nie przez upojenie, tym piwem z namiotów Tyskiego naprawdę ciężko się nagrzmocić. Ja myślę, że to sam Pan Bóg Kryszna zszedł na ziemię i kopnął mnie potężnie w moją chudą woodstockową…

Drugiego dnia na szyldach Przystanku Jezus ktoś skreślił “Jezus” i napisał Szatan. Dowcipnisi tam nie brakuje – pochód brodaczy wtoczył się na scenę i nakłaniał Jurka Owsiaka, aby ten zapuścił brodę, nad ranem na stanowiska gastronomiczne napadli punkowcy z drewnianymi pistoletami, krzycząc “To napad!”. A ty możesz usiąść i oglądać – komedia pierwszej klasy.

Ostatni Przystanek Woodstock? Nie wierzę – nie da rady. Owsiak za wiele aluzji rzucał ze sceny, które podnosiły na duchu. Bo jeśli się tak zastanowić, to gdzie będzie można przez trzy dni poczuć się odrealniony od społeczeństwa? I gdzie będzie można zobaczyć punkowca śpiącego w wylewającym się wręcz Toi Toi’u? No nigdzie – no właśnie.
Ja zniosę ten brak rosołu. I nawet Przystanek Jezus zdzierżę. Spróbuję przynajmniej.

Written by c y n i k

sierpień 8, 2007 at 4:23 pm

Napisane w Uncategorized