Archiwum dla grudzień 2006
O Was słów kilka, Tomaszu i Bartku
Jeszcze dzisiaj zdarza się, iż na którąś moją wypowiedź adwersarz reaguje oburzeniem, że jak tak można, że naród, że Polska, że godło psia mać! Krew, biel, kto ty jesteś, Polak mały, przestań tak mówić, to skandal, to się w głowie nie mieści, kto cię wychował.
Są to zwykle osoby młode (co ciekawe, zwykle studiujące), wychowane w typowej tzw. rodzinie atomowej, gdzie każdego dnia podczas ubierania się towarzyszy im niemy powieszony Jezus.
Jezus, jak wiemy, jest dobry. Jest uosobieniem dobra, a każdy członek rodziny atomowej musi być dobry, bo przecież nie może być tak, iż ta większość kraju jest zła. Dobry jest więc Tomasz z Wrocławia, który każdego dnia w stopę całuje Syna Bożego, dobry jest też Bartek z Wałbrzycha, który swój srebrny krzyżyk na piersi nosi. Są dobrzy, leje się poświata, sączy z nich niebiański spokój i ostateczne oddanie.
Tomasz i Bartek mają jedną wadę. Łatwo ich sprowokować dotykając bardzo wrażliwej sfery ich życia. Kwestia Jezusa. Kwestia boska. Wystarczy nawiązać ich celu przecież, do tego, który wisi w ich mieszkaniach, a wówczas od razu zdają się kipieć, Etna, Pinatubo, zło i szatan.
Bo zarówno Tomek i Bartek, mimo iż lat powyżej dwudziestu mają, to do dziś nie potrafią Jezusa zrozumieć. Ślepa wiara każe im nosić krzyżyk i krzyczeć na tych, którzy odważyli się zapytać, jakim cudem Jezus z krzyża nie spadł, jakim cudem nie spadli jego koledzy-przestępcy.
Tomek nie wie, nie pyta. Tomek idzie i krzyczy, czerwienieje, ściska krzyżyk i błaga rozgrzeszenie. Wieczorami nasz Tomek klęka; prosi o dobre życie kogoś zmarłego, może przeprasza za masturbację, może próbuje przekonać Jezusa, że jutro ma trudne kolokwium i zdać je musi.
Tomek zasypia sam. Bóg unosi się nad nim, patrzy z miną niemego starca i znika. Jest jeszcze Bartek. On też będzie pieprzył mi o jutrzejszym kolokwium, o chęci zdobycia dziewczyny, o masturbacji, o tym że umarł mu tatuś i muszę się nim zająć.
Smutne jest życie Tomka i Bartka.


