Archiwum dla wrzesień 2006
Jak będę duży, zostanę strażakiem
Pamiętamy wszyscy te pytania i odpowiedzi. Jasiu, Zosiu, kim będziecie w przyszłości? Z wielkim uśmiechem na twarzy odpowiadaliśmy: “Strażakiem, policjantem, lekarzem, astronautą”. Mi matka ciągle powtarzała, że może i zostałem znaleziony w kapuście, ale prezydentem kraju muszę być. I mówiłem, dobrze mamusiu, chociaż w duchu tak naprawdę chciałem być ogrodnikiem.
Wcale nie uważałem, że ogrodnictwo to coś niemęskiego. Lubiłem kwiatki i bratki i nawet stokrotki. I dorosłem, a idea parania się grabkami i kosiarką zupełnie zanikła.
Zadałem ostatnio pytanie młodym ludziom. Kim chcielibyście zostać, jak będziecie duzi. A oni popatrzyli na mnie z politowaniem i odpowiedzieli: A skąd mamy wiedzieć?
Byli to ci sami, którzy w dzieciństwie wierzyli w strażaków.
Zastanowiło mnie to. Oczywiście, że dziecięca naiwność nie pozwalała nam wybrać zawodów lepszych, lub chociaż spojrzeć na wszystko z pewnym dystansem. Ale dlaczego dzisiaj, gdy mamy po dwadzieścia lat, nikt już nie wierzy, że zostanie ogrodnikiem?
Morderstwo na dziecięcej naiwności łatwo zwalić na państwo. A to bezrobocie, a to marazm i zastój, a to przez wciąż żyjące hasła “No future”. Starcy mówią: “za komuny było lepiej”. Młodsi mówią: “Nigdzie nie było lepiej”.
Czy zawsze jest tak samo?
Wydaje się, że tak. Rodzimy się czyści, kultura daje nam charakter i światopogląd – wyznacza cel. Z policjanta na złodzieja, ze strażaka na stolarza, z ogrodnika na murarza. I czy nie ma w tym jakiejś niematerialnej przemocy?
Wyjrzyjcie za okno – po ulicach chodzą ludzie, którzy w sercach są strażakami, policjantami i ogrodnikami.
A tylko garstce udaje się zostać tym swoim marzeniem.


