Tragiczne moje w pubach spotkania #1
Który to już raz skazany jestem na słuchanie, który to już raz muszę kiwać głową i przytakiwać, że tak, owszem, rozumiem pańskie problemy, to rzeczywiście straszne, ujmujące, urzekające, ja tu prawdziwą łzę uronię, to straszne, a zajmujące!
I gdybym palił, to bym pewnie zapalił. I gdybym mordował, to bym pewnie go zamordował. A tak, siedzę, piję piwo, nie pamiętam numeru tego piwa, nie pamiętam, ile za nie dałem i czy dostałem resztę – wielu rzeczy nie pamiętam – np. nie pamiętam, co powiedziała mi moja pierwsza, jak to się mówi, miłość, gdy po raz pierwszy, jak to się mówi, to zrobiliśmy. Nie pamiętam wielu rzeczy, np. nie pamiętam mojego pierwszego jointa, nie pamiętam pierwszego kupionego przeze mnie trunku, nie pamiętam pierwszej bójki i pierwszej krwi, nie pamiętam też, kiedy ostatni raz tu byłem, choć przeczuwam, że wczoraj lub przedwczoraj i nie będę zapewne pamiętał, co tu robiłem.
A on, kurwa jego mać, pamięta wszystko. I opowiada, dzieli się problemami, mówi, potrzymaj mój problem, zobacz, jaki ciężki, jak do ziemi przygniata, zobacz, jaki krzyż niosę, jaki wielki, a mocarny! Czy Pan wie, mówi do mnie, czy Pan wie, że moja żona, kochana, ta suka tak między nami, to ona mi dzieci zabrała, ona mi prawa ograniczyła, kurwa jedna, z domu wyrzuciła, wyobraża Pan sobie, wszystkie ciuchy na korytarzu znalazłem i nic, dobijam się do drzwi, krzyczę, że ją zajebię, bo już wtedy naprawdę wszystkie nerwy puściły, to jej krzyczę, że jej kurwa nogi powyrywam, że ją będę kroił powoli, ale tak nie myślałem, ja naprawdę, wie Pan, kochałem, kocham ją nadal, strasznie ją kocham, ale kurwa tego nie rozumie. No więc tak walę do drzwi, wrzeszczę, żeby otworzyła, a ona, że nie, a ja, że tak, a ona, że nie! I tak się przez te drzwi tam wyzywamy, walimy, ona z jednej, ja z drugiej strony, już nam się tam z jednej dzieci zebrały, z drugiej, tej mojej, sąsiedzi i patrzą, bo ludzie to zawsze patrzą, patrzą jak my się tam przez drzwi ciągniemy.
No a potem przyjechała policja i mnie psy zamknęły.
To ja musiałem po znajomych miesiąc się tułać, dopiero teraz jakoś stanąłem na nogi – mówi ledwo przytomny – dopiero teraz stanąłem na nogi i mam zamiar żyć pełnią życia, Pan rozumie, bo ona mnie strasznie ograniczała. Bo ja wiem, że popełniłem parę życiowych błędów, ja wiem, że wiele sytuacji mogłem poprowadzić inaczej, ale nie będę kurwa tolerował takiego zachowania, nikt mnie jak psa nie będzie traktował. Pan jest jeszcze młody, całe życie przed Panem, wiele rzeczy można zrobić, zmienić, ale ja? Niewiele. Pan rozumie?
Ja wszystko rozumiem, jestem niesamowicie tolerancyjną istotą, patrzę na niego i wszystko do mnie trafia, i wyglądam jak najlepszy partner do rozmowy w tej części świata. I pewnie wtedy kiwnąłem mu głową, z najczystszym zrozumieniem, pewnie powiedziałem coś miłego, kojącego, solidaryzującego, pewnie popatrzyłem mu na ułamek sekundy w oczy, potem spuściłem wzrok, zamyślony, taki strasznie przeżywający, taki wspaniały zapewne byłem i on czuł się pewnie wspaniale.
I potem pod knajpą, tą wspaniałością rzygałem. Jak kot wspaniały, stroszyłem futerko, rzygałem, daleko, dalej, najdalej! I myślałem o tych wszystkich dziennych osobach, co ulicą chodzą, co najdroższe fajki w kiosku kupują, co mają ciuchy z „butików” a nie ze „sklepów odzieżowych”. I myślałem, co ja bym wam powiedział, gdyby przyszło mi z wami rozmawiać, jaki temat mógłbym zaproponować tym, jak to się mówi, normalnym? Ja tu jak kot, wspaniałością rzygam, a wy we wspaniałość się stroicie, wy tam ją nosicie, porównujecie. Ja tu rozmawiam na bardzo poważne życiowe tematy, o żonie, co męża wyrzuciła z domu, ciuchy mu wszystkie wystawiła na korytarz. Na korytarz! A wy tam się strójcie, nieświadomi, wy tam sobie kupujcie.
Zemsta Murzyna z Atrapy II
Porobiło się w tej Polsce, w tej ziemi. Straszne rzeczy, straszne dyskusje, dialogi, monologi, pikiety, wystąpienia, megafony, ach, splendor, po stokroć, splendor! Życie ostatnimi czasy raczy nam niezwykłą ilością punktów spornych; nie wiem, czy zauważyliście, ale TV aż huczy od dyskusji między kobietami a mężczyznami, między liberałami a tradycjonalistami.
I różne rzeczy, różne argumenty przytaczane – nie tak dawno pisałem o Murzynie z jeleniogórskiego klubu Atrapa, co wszedł do środka i doznał deja vu z Apartheidu. Szybko okazało się, że niewinny czarny Murzyn był całkiem białym Murzynem, bo ponoć on zachowywał się „skandalicznie” i praktykował „chuligańskie wybryki”. To ja sobie myślę: zaraz, Murzyn czarny zachowuje się skandalicznie w klubie białym, dla białych, podrywa białe dziewczęta, obraża białych facetów… Toż to atrapa Murzyna, jak nic! Toż to zupełny Polak z krwi i kości! On chciał, wiecie, po swojsku, po polsku się zachowywać, a wy do niego z takim niezrozumieniem, naprawdę, wstyd, wstyd…
Takim Murzynem z Atrapy są też ostatnimi czasy kobiety – aż, porobiło się, porobiło. Dyskusje w telewizji o tym, jaki status ma Kościół w XXI wieku to tak naprawdę dyskusje o paru spornych punktach – m.in. aborcji. Widziałem nie tak dawno wymianę poglądów między paniami z różnych instytucji dla matek i dziecka i panami z PiS. Różnica wiedzy jest porażająca – no bo spójrzmy prawdzie w oczy – co taki polityk PiS wie o aborcji czy chociażby o problemie samotnej matki czy środkach antykoncepcyjnych dla młodych? Zero, zupełna papka ideologiczna, jakieś idee, powoływanie się na tradycje – kurwa – ci tu o tradycji, a tam rodzą piętnastolatki, ci tu o tradycji, a tam matka rodzi szóste dziecko pijanemu mężowi, ci tu o tradycji, a tam kurwa życie, samo życie. Kobiety więc miażdżyły w dyskusji panów z PiSu i tych innych takich wynalazków. Na co dzień stykają się z rozmaitymi problemami, to i nazbierało im się argumentów. 1:0 dla aborcji.
Inny problem, szalenie aktualny, to wspomniana wyżej tradycja zestawiana z pędem ku nowoczesności, nowoczesnemu humanizmowi i wreszcie, ku nowoczesnej wolności. Otóż, KRRiT to bardzo przeze mnie lubiana organizacja. Nikt nie wie po co są; chyba tylko po to, żeby przyjmowali telefony od Radia Maryja i LPR. Okazało się bowiem, że psie kupy i polska flaga to złe połączenie. Połączenie godne kary. I tym sposobem, za wtykanie w psie kupy polskich flag zostanie ukarany Kuba Wojewódzki.
Mi się już naprawdę nie chce pisać setny raz o wolności słowa i o tym, że w Polsce to fikcja, że wciąż aktualne są bzdurne przepisy o obrazie uczuć religijnych i że dystans do siebie (i do swoich wartości) sprzyja rozwiązywaniu konfliktów. Taki dystans ma Kuba, dystansu nie ma cała psia kupa, o przepraszam, cała Polska. Widać za wcześnie jeszcze na Kubę.
Czasami zastanawiam się, jakim idiotą trzeba być, żeby obrażać się za powieszenie fallusa na krzyżu, za meteoryt na papieżu czy chociażby polską flagę w psiej kupce. Naprawdę, ja to oglądam w telewizji, czytam o tym w gazetach, internecie i na mojej twarzy pojawia się uśmiech, czasami nawet salwa śmiechu – w żadnym razie nie wywołuje to u mnie oburzenia czy gniewu. A jeśli nawet, czasami, to jest to mój gniew i moje oburzenie, które zostawiam dla siebie. Przygnietli Papieża? Przygniećcie więc Kubę Wojewódzkiego. Ale nie zakazujcie, gnojki, komukolwiek jakiejkolwiek ekspresji – bo po pierwsze, z całym szacunkiem, chuj wam do tego, po drugiej, z całym szacunkiem, kto powiedział, że macie rację i że wy, akurat, jesteście najmądrzejsi?
Jak Murzyna w Atrapie w Jeleniej Górze pobili.
Sytuacja wygląda tak:
Robię jajecznicę, wiecie, pieczarki, sól, pieprz, serce bo gotować trzeba z sercem, no i trzy jajka, robię, smażę, trochę to trwa, bały burdel w kuchni, ja ubabrany, wesoły, ubabrany po trzeciej kawie, po trzecim musującym magnezie słyszę:
- Murzyn pobity w Atrapie, w Jeleniej Górze, w Atrapie go pobili.
To ja myślę - Murzyna pobili w Atrapie, wzięli go znaczy za prawdziwego, z krwi i kości, bo wyobraźcie sobie, że Murzyni są z krwi i kości, wzięli go nie za atrapę za coś zupełnie prawdziwego, z tarczą z dziesiątką, z napisem na czole, bo wyobraźcie sobie, że Murzyni na czołach mają napisy: „proszę łaskawie mi wpierdolić”.
Tak myślę, krojąc szynkę do jajecznicy, myślę o tych wpierdolach w Atrapie, myślę o czarnych, o wielu rzeczach myślę, o rasizmie, rozumiesz, o problemie głodu na świecie, o jajecznicy właśnie i wtedy brat mówi:
- I dobrze, skoro cwaniakował! Skoro odważył się wejść! Tam trzystu dresów, trzystu kurwa, Spartan, tam narkotyki, białe narkotyki, rozumiesz, białe! Tam dziwki białe, białe dupy, białe skarpety, białe lampasy, białe fury, komóry, białe prezerwatywy, a on tam, ten MURZYN, ze swoją czarną dupą, on tam z tym mrokiem, z ciemnością do nich, on tam przecież wyglądał jak gówno na białej ścianie, to go rozmazali, bo co się z gównem robi, rozmazali go, bo nie może tak być, że do white sensation roomu wchodzi czarny, przecież bądźmy poważni, po co cwaniakował, po co on tam wszedł?!
I tak mówi mój brat, z kości, z krwi, mówi czytając gazetę, szukając w niej innych może wpierdolów, a ja tylko z jajecznicą, bez gazety, bez słowa pisanego, więc głupio mi mówić, bo co ja powiem, co ja powiem jajecznicą ubabrany!
Ale mówię:
- To oto właśnie chodzi, żeby tam mógł wejść nawet Chińczyk baletmistrz, żeby, rozumiesz, mógł tam tańczyć i mieć kwiaty we włosach.
A on, a mój brat, że pierdoli kwiaty we włosach, bo jeśli się, rozumiesz, narusza pewne wartości, wartości jak biel w klubie Atrapa, jeśli się kurwa narusza hymn, godło, laskę, furę, jeśli się, dla przykładu, wchodzi do klubu Atrapa będąc czarnym, tzn. ma się skórę maści czarnej, o czarnym kolorze, to rozumiesz, że nie może tak być, że nie może tak być, że nie może tak być! Że prowokacja nawet największym śmiałkom nie przystoi!
No to ja już zbladłem, jajecznica zbledła, (pieprzę, solę) i mówię: „No jak! Przecież on, ten czarny, ten Murzyn, czym on się tak w ogóle różni od nas, że przecież ja pamiętam w podstawówce, że oprócz kto ty jesteś - Polak mały, to mówiliśmy o dobroci, o tolerancji, o Jezuskach, o kurwa akcji sprzątania Ziemi. Że nie może tak być, iż Murzyn dostaje wpierdol, ten wpierdol, w klubie Atrapa, co on, ten Murzyn, pomyśli, jak on, ten wpierdol, odbierze.
Na to brat rzecze, z gazetą, a zaszeleścił nią, a zatrząsł się cały, a wzburzył się jak morze, jak morze otwarte!
- Ja do Murzynów, powiem ci, nic nie mam, ale kurwa, ale chuj, ale wiesz, oni znać swoje miejsce mają, po co w drogę wchodzą, ja się pytam, po co oni w Atrapę wpadają? Toż ma swój klub, swoją Atrapę, swoje czarne miejsca, gdzie białych nie ma, bo biali się tam nie pokazują, bo biali się nie brudzą, ja się pytam, po co on tam, na co on tam, z tą czarną skórą!? Ja do Murzynów nic nie mam, ale…
I już nie słucham, bo jajecznica strzela, a pryska, a strzela, i to „ale” mi w głowie huczy, jak wielki znak, „ale” jak ostrzeżenie, jak „ale” uważaj, wielkie „ALE” świeci.
I ja jestem patriotą, Ale Polskę to mam w dupie
I ja nie jestem homofobem, Ale geje niepotrzebnie robią te parady
I ja nie jestem antysemitą, Ale Żydzi nie powinni mieszać się do polityki
ale, ale, ale!
I co ja, cały w tej jajecznicy, co ja powiem bratu, co ja mu jajecznicą mięśnie wysmaruję, ja mu poglądy zmienię swoją chudością, włosami długimi, swoim Foucaultem, swoimi studiami, indeksem cokolwiek wskóram? Co ja, do Atrapy wejdę i powiem, nie wolno, palcem pogrążę? Oni o wpierdolach, wpierdoli w gazetach szukają, w Atrapie na biało malują, a ja do nich z jajecznicą na margarynie?
Na margarynie?!?!
Samogwałt na płci.
Brałem ostatnio udział w dyskusji mocno zakrapianej, w dyskusji, gdzie siła argumentu, choć chybionego i bez rzeczowości, zawierała sobie niepojętą illokucję. Uśmiechałem się na myśl, że choć sprawa również mnie dotyczyła, ja nijak tam nie pasowałem.
Otóż, mówiono przy mnie, sącząc Żywca, o płci, o kobietach, o gejach, o tych wszystkich innych zjawiskach z telewizji, o których się gdzieś tam słyszy, którzy gdzieś tam maszerują. Mówiono tradycyjnie, tj. geje oczywiście, prawa mieć powinni, acz nie rozumieją, dlaczego robią wokół tego medialny szum, nie rozumieją, dlaczego parady są organizowane. Kobiety, oczywiście, nie miały do niedawna praw, ale przecież sytuacja się zmieniła, przecież teraz nie muszą być feministkami (to zabrzmiało wówczas dramatycznie, z nutą desperacji), że kurwa, mają wszystko i słuchają tej strasznej, okropnej Szczuki-Suki albo jeszcze gorszej Środy-Krowy.
I ja siedzę, piję, wraz z koleżanką z kółka „Pedały i Lesby” słucham i wiem, że ta dyskusja nie powstała z powietrza, że to o mnie chodzi i o nią, o nasze mówiąc ogólnie, bycie, o to, jakie mamy poglądy, jak je wygłaszamy i jakich gestów używamy.
Mówią więc o tych pedałach, drugie piwo, mówią o kobietach i ja nie za bardzo wiem, co mam im powiedzieć - czy mam się nie zgodzić i wdać się w zupełnie bezsensowną, alkoholową polemikę, czy może tępo kiwać głową. Siedzę więc, piję i słucham.
I widzę, jak ich korcę.
To całkiem łechta moje ego, nie często się zdarza, że jesteś podmiotem w dyskusji, choć jak podmiot się nie zachowujesz. Patrzą na ciebie, ci panowie, i widzisz, że ni chuja nie pasujesz do ich trybików, że jesteś kawałkiem puzzla z zupełnie innej układanki. Oni mówią o wartościach, ty w tym czasie zastanawiasz się czy otworzyć trzecie piwo, oni mówią o męskości, ty w tym czasie uroczo wywijasz rzęsami, oni mówią o twoim stylu życia, ty uśmiechasz się do siebie wiedząc, że sam nigdy nie zdefiniowałeś sobie jakiegoś stylu życia.
Machają śmiesznie rękoma, wzajemnie się w dyskusji wspierają, pocieszają, klepią po ramionach tak, jakby chcieli wesprzeć kogoś w bardzo ważnej chwili (akurat mówili o gejach), że dasz radę, powiedz to, co ci chłopie leży na sercu, powiedz to, co ci leży na płci. Mówią tak twardo, tak pewni swego, mówią o tych wszystkich rzeczach, które ja potem w tekstach wyszydzam, ale mówią zupełnie inaczej niż ja - mówią stabilnie.
Mówią o dzieciach, że już niedługo trzeba się na nie zdecydować, mówią o żonach, że trzeba dobrze wybrać, mówią o mieszkaniu, o pracy, o rozumiesz, rutynie. I mówią tak, jakby już wiedzieli co ich czeka, że zaraz ktoś ich przywiąże do słupa, poczęstuje papierosem i strzeli w głowę.
I nagle dzieje się rzecz niesłychana, bo ja z koleżanką kiwamy głowami, czasami coś komentujemy, ale tak to po prostu korcimy, stanowimy punkt odniesienia, natchnienie do ich tematów, i nagle oni zaczynają się przeginać. Klepią się po tyłkach, obejmują (ale obejmowanie to z dystansem, z żartem!), oni trzepoczą rzęsami i uśmiechają się uroczo, ale uśmiechanie to i trzepotanie niby na pozór.
Oni, ci stali panowie, dokonali gwałtu na płci. I widać było, nie chcę tu nikomu uwłaczać, ale widać było, że podoba im się ten stan ruchu, że mogą teraz zrobić o wiele więcej gestów niż normalnie, że mogą wypowiedzieć o wiele więcej słów i nagle zacząć przedstawiać, zacząć skakać i grać. I choć, oczywiście, musieli robić to w charakterze żartu i konwencji, to ja nie mogłem wyjść z podziwu nad tym samogwałtem na płci, nie wierzyłem, że przez powszechną deklarację stałości i stabilności dojść można do zmienności.
Dwa lata później…
To już dwa lata minęły, odkąd napisałem pierwszą notkę. Długie to były lata, ciągnęło mi się pisanie, bo i tematy nudne, okropne, pozbawione koloru. Ile można pisać o polityce, ile można pisać o religii, Kościele, władzy, Bogu?
Czytam inne blogi: Azraela, jeśli ten nie rozpisuje się na cztery tysiące znaków i błędach PiS, Łysakowskiego, jeśli cokolwiek mnie tam zainteresuje - zauważam, że zupełnie mnie już polityka nie obchodzi. No, nigdy mnie nie obchodziła, ale jednak, czułem jakąś potrzebę pisania o niej, wyrażanie tego, co myślę o Romanie, o gejach, o szkołach, nie wiem, o menstruacji Środy. Mam takie wrażenie, w ślad za Witkowskim, muszę powtórzyć:
„Nigdy jeszcze, czytając czy oglądając tego typu materiały, nie miałem wrażenia, że czytam o sobie i swoich problemach. Są to artykuły nudne i całkowicie zrytualizowane, jak najdalsze od życiowego doświadczenia, zideologizowane i upolitycznione”
oraz:
„Trudno się dziwić - media ze swej istoty takie już są, że każdy problem prywatny (mój) zamieniają na polityczny (nie mój) i zamkną w medialnych hasłach. W konsekwencji zamiast o sobie czytam o akcjach, paradach, rzucaniu kamieniami. W takich wypadkach mam ochotę - za Świetlickim - powtórzyć, że “Niczego o nas nie ma w konstytucji”. W mediach mówi się o czymś, co zostało przez te media wykreowane, a w życiu mówi się o… obciąganiu!” (źródło: http://free.art.pl/michal.witkowski/dorobek/lubiewo.php)
W pewnym momencie zdałem sobie sprawę, że nie jestem w stanie stworzyć jednolitego profilu bloga - Wulgaryzm nie może być jednocześnie o polityce i być uważany za „polityczny”, będąc jednocześnie skrajnie subiektywnym felietonem, nie mogę wypisywać tutaj wulgaryzmów, jeśli chcę być brany serio.
Tylko, że ja kurwa nigdy nie chciałem być brany serio.
Dlatego nie będzie to blog religijny, areligijny, teistyczny, ateistyczny, kościelny, gejowski, społeczny; nie będę propagował tu zdrowego odżywiania, pisał o najnowszych grach z Nintendo i zamieszczał swoich wierszy o śmierci. Bo po co?
Ile można pisać o tych wszystkich tematach? Nieskończenie wiele, jeśli piszesz je od siebie dla siebie - i tak też zostanie.
Jak patrzę na te swoje wpisy, te z początku, zjadliwe, jadowite, ale i nieco naiwne, to uśmiecham się, ile przez te dwa lata zrobiłem. No, wypiłem tak na oko kilkaset litrów piwa, wypaliłem (do niedawna) kilkaset paczek papierosów. To już jest coś. To już jest dobrze zapowiadający się materiał na niezrozumianego artystę.
Pozdrawiam i kończę, czekam na następne dwa lata.
Ps. A strona „O mnie” uległa zmianie.
Radio Armageddon, Żulczykowska anarchia heroinistyczna.
Po przebiciu się przez 450 stron ustawiłem sobie na Gadu Gadu status: „Przeczytałem Radio Armageddon i chcę kurwa mordować”. Jeszcze dobrze nie ochłonąłem, nie sięgnąłem po inną, czekającą w kolejce książkę, nie zdążyłem się nawet najebać, przetrawić to i po wódce komuś opowiedzieć w ciemnym, złym parku gdzie porządni chłopcy nie chadzają, jak Cyprian, Nadzieja, Szymon, Gnat i Jezus naćpali mnie heroiną i wywieźli do jakichś podziemi, gdzie przypalali mnie papierosami, wyrywali paznokcie i oblewali kwasem, gdzie puszczali mi swoje kawałki, a potem zgwałconego takiego zostawili mówiąc: „czy kiedykolwiek miałeś wrażenie, że zostałeś oszukany?” Nie zrozumcie mnie źle - nie mam szesnastu lat, nie łapią mnie za serce koszulki z anarchią, trampki z wyrysowanymi markerem pentagramami, nie chodzę w pasiakach (często), nie odkryłem nagle, że wszyscy jesteśmy sterowani, tak jak nie dowiedziałem się przed chwilą, że każdy bunt jest dziś pakowany i stawiany na sklepach albo dodawany jako gadżet do telefonów z kolorowymi wyświetlaczami, nie oszukuję się, że długie włosy są protestem na znak zarażania HIV dziewic w Afryce, nie słucham rytualnie Włochatego, nie wieszam swastyk na mieście, nie łudzę się, że moja obecność na Przystanku Woodstock czy innej Bielawie cokolwiek znaczy dla tych, którzy to organizują. A jednak mnie Radio urzekło. Opowieść o grupie przyjaciół (?), którzy zakładają Dziką Bandę, zespół punkowy - i nie jest to jeden z tych zespołów, które grają na jakichś przeglądach studenckiej piosenki - to zespół, który wywołuje totalną anarchią, pożogę, rewolucję i niekontrolowany (?) zew rozpierdolu. I w końcu Cyprian, lider zespołu, znika - rozpływa się w powietrzu, zostawiając całe to zjawisko samemu sobie. Urzekło mnie to Radio. Bo Cyprian, postać której przez połowę książki chciałem zajebać, złapać za twarz i powiedzieć, koleś, pieprzysz jakbyś cofnął się do gimnazjum, ostatecznie wyrywa się, strzela mi w pysk, kopie po nerkach a potem proponuje jointa z WSB-23, środkiem do przeczyszczania mózgu. Bo Cyprian broni się przede mną, a ja w swoim całym kurewskim egoizmie muszę powiedzieć, że broni się skutecznie, bo nie mówi mi, że tu chodzi o bunt nad buntem, że muszę zrozumieć, iż jestem nadkontrolowany, że wszystkie role są dla mnie przygotowane od mojego urodzenia i nawet jak wybiorę żywot true fucking punka to system coś ciekawego mi zaoferuje, jakąś taryfę, nocne rozmowy i odpowiedni design. On najnormalniej w świecie czai. Rozumie. Czekałem na tę książkę długo, bo lubię Żulczyka, bo byłem ciekaw, co napisze po Zrób mi jakąś krzywdę. Bo ogólnie zachodziłem w głowę, o co chodzi temu dwudziestoczteroletniemu kolesiowi, który raz równa wszystkie subkultury z błotem, którego proza polega na uogólnieniu, gdzie wszyscy metalowcy są pojebami ulegającymi samo spaleniu na widok krzyża i wody święconej, gdzie punkowcy są już zupełnie dead, a jeśli nie są, to znaczy że mają lat maksymalnie dwadzieścia i siano w mózgu, że buntują się pijąc Keleris i Komandosa. W jego książkach wszyscy ludzie są głupi tak mocno, że aż wydaje nam się to nierealne (a jednak!); jakby Żulczyk pastwił się nad tymi biednymi rastafarianami, katolikami, satanistami i innymi grupami z etykietami. I oczywiście dresami, ale ci są tak durni, że istnieją tylko, gdy zachodzi taka potrzeba fabularna, nie trzeba ich nawet przesadnie komentować. Natomiast subkultury, które widać (po fotach) Żulczyk zna na co dzień, dostają na twarz całą salwę krytyki. Zasłużenie, zresztą. Tutaj katolicy oczywiście są brzydcy jak harcerze, oczywiście śpiewają piosenki o Maryi, oczywiście to poza, bo magazynują w pryszczach wszystkie pornosy świata; tutaj rodziny są tradycyjnie patriarchalne, w których ojciec trzyma syna w ryzach, a żona połyka piętnaście paczek deprimu, żeby ostatecznie skończyć w szpitalu. Tutaj są dzielnice, które w Wałbrzychu zwą Palestyną, we Wrocławiu Trójkątem Bermudzkim. A w Radiu nazywają to po prostu Piekłem. I to jest kurwa prawda. To ta karykaturalna Polska, jak chciałbym wierzyć, codziennie jest przecież przez nas stwarzana: w naszych opowieściach, że słyszałeś, iż za ścianą ktoś katował kobietę, że widziałeś w telewizji, jak dresiarze gwałcili dziewczynę, że czytałeś antyglobalistyczny manifest, oglądałeś ZeitGast i Teorię spisku, że teraz już wiesz, jaki jest świat - przerysowany. Zupełnie prawdopodobny, jak w Radiu Armageddon, chociaż Żulczyk tutaj drwi, sączy jad, pozostaje kurewsko cyniczny. I nie daje odpowiedzi, bo nie jest guru, bo nie będzie ci tu, tak myślę, wskazywał drogi, pokazywał szyby, którą masz wybić i wskazywać auta, które masz strepować. Nie powie ci jak być prawdziwym punkiem, grungowcem czy kurwa sklejaczem modeli samolotów. On cię, co najwyżej, intelektualnie przeleci, a i zabawi, bo książka wpisuje się w poczet literatur luźnych (lub, przynajmniej, w poczet tych literatur, które luźnie można przelecieć). Sam chętnie przypaliłbym brauna z bohaterami tej książki, z Cyprianem, z którym pewnie bym się pobił, z Szymonem, którego bym nie zauważył (a ostatecznie kolesiowi bym naklepał, przeczytajcie, dowiedzie się), Nadzieję, którą… no nieważne, z Jezusem, który z miejsca stał się moją ulubioną postacią obok Apostoła, z Następny do raju, Hłaski. Bo totalnie pokurwiony kolos-terrorysta o ksywie Jezus nie może być nie lubiany. Nawet z Bulim, Nadią, ha, nawet z Gnatem, który jawi się, tak naprawdę, najbardziej realistycznie, a przynajmniej, najwięcej takich Gnatów znam. Nie szukajcie w tej powieści odpowiedzi - Żulczyk nie wymyślił sposobu na całkowitą anihilację systemu, on „jedynie” puka ci w czaszkę. Wielu, naprawdę wielu powinno tę książkę przeczytać, chociażby w przerwie między adaptacją Harrego Pottera i Grocholą. Dedykowana Mirkowi Nahaczawi, który odebrał sobie życie w wieku bodaj dziewiętnastu lat, proza Żulczyka to kawał porządnego realizmu, chociaż karykaturalnie i bezlitośnie przedstawionego. I nie będę już więcej tu nudził: przeczytajcie tę książkę i wymalujcie mój blok w cały w czaszki. Czekam. Kup tę książkę w sieci Merlin.
Co ludzie wpisują w przeglądarki?
WordPress.com dało mi ciekawe narzędzie - w statystyce wejść swojego bloga znajdziemy bowiem specjalną tabelę, w której pojawiają się frazy wpisywane przez ludzi w wyszukiwarki, np. Google przez co na którymś tam miejscu w wynikach pojawia się moja strona. Co więc ludzie wpisują w przeglądarki?
„babcie które się bzykają”
Już dziś możesz przejrzeć na moim blogu pełne klasy i wigoru zdjęcia HD - babcie które się bzykają - różne pozycje, różne lata, masa doświadczenia. Za dopłatą dostęp do specjalnych długich filmów: Babcie i Powstanie Warszawskie, Wielkie Bzykanko Babci Trzy, Babcia I Jego Wieli Czarny Obrzyn, Babcia Na Wakacjach, Od Zmierzchu Do Babci, Trzy Babcie i Wilk oraz numer jeden wśród wszystkich pornoli: „Babcia kontra Napoleon”. Pozdrawiam pana, który wpisał to w google…
„wody mi odeszly co dalej”
Naprawdę starałem się liznąć w życiu medycynę, przeczytałem trochę artykułów (bardziej popularnych niż naukowych) wiem, co trzeba zrobić, żeby mieć zdrową cerę i jak nie zarazić się AIDS, ale niestety, przy całym moim doświadczeniu odsyłam gdzie indziej - najlepiej do psychika, bo nie rozumiem kogoś, komu wody odeszły, a ta osoba jeszcze się pyta „co dalej?”. W moim prywatnym rankingu internetowej głupoty i tak wygrywa jeden chłop, który to założył pewnego razu wątek w stylu „wykrwawiam się co dalej”.
„ile rodzą welony jako ryby?”
Zajebiście dużo, bym napisał, acz wprowadził mnie tu ktoś w konsternację - wszak nie często się widzi takie sformułowanie, „ile rodzą welony jako ryby“. Postaram się odpowiedzieć, choć przyznam, że podobnie jak medycyna i położnictwo, akwarystyka u mnie leży. Odpowiedź moja zatem: welony jako nie ryby nie rodzą w ogóle.
„biedny naród który morduje”
O proszę, tutaj już mamy coś bardziej w moim stylu - takie to mickiewiczowskie acz jednocześnie pachnie tu Gombrowiczem. Ciekawi mnie, naprawdę ciekawi, co takiego pragnął znaleźć autor owego zdania. Bo przecież ani to Polska (patriotyzm nam nie pozwala) ani to USA…
„gejowskie symbole”
O przepraszam, ja tu żadnych symboli podawać nie będę - to jest top secret, do tego trzeba dojść, są przecież pewne kroki, które należy poczynić, aby dostąpić oświecenia. Dostąpcie więc gejowskiego oświecenia na własną rękę.
„jak sie zabić pomoc”
Moje chamstwo (acz wolę nazywać to cynizmem) każe mi tu obśmiać nadawcę, choć ten przecież w rozterce, ten się do okna targa, do noży i żył, do suszarek w wannie - a jednak, szuka jeszcze pomocy - i teraz pytanie najważniejsze: Czy nadawca, nasz Samobójca, szuka pomocy w sprawie najlepszych technik, ewentualnego splendoru aktu samobójczego, czy też szuka pomocy u tych, którzy by go od tego odwiedli. Po prawdzie, pytanie zdaje się potwierdzać pierwszą wersję, ale jednak, w historii internetu było już tylu samobójców (i nigdy mądry), że wszystkiego się po nich można spodziewać. Jeśli mam akurat temu człowiekowi radzić: skutecznie.
„tanie cpanie”
No, to jest już nielegalne, niestety, nie mogę - proszę się zgłosić jak zalegalizują marihuanę.
„najgrubszy penis swiata”
Dobra, dobra, przyznaję się - tu akurat chodzi o mnie.
„lektury w których są wulgaryzmy”
Jako że literaturę czytam, to zainteresowało mnie bardzo. Jakiś młody Ktoś poszukuje ciekawej być może, z punktu widzenia dzisiejszego nastolatka, pozycji do przeczytania - ja więc w ciemno polecam - Jakub Żulczyk, Radio Armageddon, właśnie do Empików weszło. Ew. Zrób mi jakąś krzywdę tegoż.
„wszyscy puszki w góre kurwa”
Kolejne zdanie, które mnie intryguje - co też autor miał na myśli? Ktoś podpowie?
„symulator zepsutego telefonu”
Tak, rzeczywiście ostatnio uruchomiłem na swoim blogu możliwość sprawdzenia zepsutego telefonu…
„jak się zabija laski”
Świadomość narodowa co raz szersze zatacza kręgi - feminizm zmusza panów do mordowania, straszne rzeczy. Jednocześnie głupota się zacieśnia, bo żeby nie umieć laski zabić? Panie, daj pan spokój…
„ide do wojska pocieszenie”
Masz przejebane.
„jak rozkładają się zwłoki?”
Oczywiście, w przepastnych czeluściach mojej witryny pisałem i o tym… o_0
To tyle, jak na razie, zapewniam, że do tematu wrócę, bo i nadawcy strasznie fikuśni. Pozdrawiam poszukujących.
Zabierzcie te swoje koszyczki!
Zawsze tak mam, że po wielkiej imprezie, na której poległem, muszę wyjść do ludzi, na zewnątrz i potoczyć się w stronę sklepu Żabka. Zbieram się więc rano (o trzynastej), zbieram te wszystkie elementy, które uległy rozsypce, gdy wczoraj zwalałem się do łóżka (albo na podłogę), przyklejam nogi, ręce, głowę jakoś ustawiam, przed lustrem sprawdzam, czy ktoś mi przy powrocie nie wpierdolił, przeczesuję włosy. Jak myję zęby to czuję alkohol w całej swojej śmierdzącej postaci.
I wychodzę na miasto, dzisiaj wychodzę, a tu z koszyczkami, a tu ze święconką do kościoła i z kościoła fale ludzi. Idę przed siebie, mam kaca, mam wielkie poczucie alienacji, bardzo jestem wyalienowany, że aż strach, że aż prawie mnie nie ma. Ludzie w garniturach, ludzie z dziećmi i z koszyczkami, a ja bez, o przepraszam, wyszedłem tylko na chwilę, zupełnie wypadło mi z głowy, koszyczek już czeka, zaraz się cofnę i pójdę święcić. Wszyscy razem staniemy, postawimy swoje koszyczki, popatrzymy nawet, co tam w środku mamy, ach, kabanosek, ach, masełko, ojej, ale pięknie pani to ozdobiła, ale piękna ta solniczka i cukier pani ma! Pochwalimy się kiełbasami, chlebem i wtedy ksiądz przyjdzie, jak zbawienie, ksiądz z kropidłem, chodząca jasność, witajcie wy owieczki, wy biedne moje dzieci, i jeb, tym kropidłem nas, wodą znaczy poświęconą. I choć nie trafi w te koszyczki, choć nam nasze garnitury, odświętne krochmalone koszule i spódnice poplami, to przecież my wiemy, że to symbol, że chodzi o metaforę, pan rozumie, tu trzeba metaforycznie myśleć, metaforycznie Pan Jezus zbawia.
Ale ja nie pójdę! Ja tu będę Chodził. Ja tu Postoję. Wy tam idźcie, wy! Pierdolę wasze koszyczki! Ja mam kaca, o wiaro, ja mam kaca i proszę mi tutaj z Jezusami, z kazaniami, z homiliami nie wyskakiwać, ja potrzebuję tylko sklepu z sieci Żabka, potrzebuję paru produktów, a nie Słowa Bożego, nie lukrowanych baranków, gałązek oliwnych. Nie! Proszę mnie zostawić, proszę puścić moją kurtkę, nie wkładajcie mi krawata, nie lubię białych koszul, nie pójdę, nie, szatan, szatan! Nie wierzę! Jestem ateistą, nie żartuję, jestem a-te-i-stą! Sobie to kurwa przeliterujcie, odpieprzcie się, nie analizujcie tego, nie szukajcie sublimacji, nie pytajcie „to w co takim razie wierzysz?”, nie szukajcie argumentów na wiara.pl - kochani, odpierdolcie się.
Bo jak nie, to wtedy będę zły, narzygam wam w te koszyczki, podeptam baranki, jajkami obrzucę i fiuty będę na pisankach malował. Bo jak nie, to wtedy z owieczki, która zbłądziła, stanę się wrogiem Kościoła, wrogiem papieża - wariatem znaczy, bo przecież nie można być normalnym jednocześnie twierdząc, że papież to kretyn, nie można być normalnym i twierdzić, iż Bóg to faszysta. Wariat! Wariat! Do wariatkowa go!
Dzielcie się opłatkami, święćcie sobie te chlebki i kiełbaski, módlcie się, padajcie na twarze, czekajcie na zbawiciela, krzyżujcie i pocieszajcie się na wiara.pl, ale mnie w to proszę nie mieszać, proszę moją osobę zostawić, nie udowadniajcie mi, że mój bunt wynika z mody, że widocznie spotkałem w życiu złych księży i złe katechetki, nie mówcie, że na łożu śmierci się nawrócę. Ja nie będę wam tłumaczył, nie będę tutaj argumentował, ach, dlaczego ja nie wierzę, ach dlaczego i po co! Nie będę leczył waszej wiary, nie będę waszym marginesem, nie będę waszym kompleksem.
Odejdę raczej, pójdę sobie do sklepu, powiem „dzień dobry” a potem „do widzenia”, wrócę do domu, obejrzę może film, może oddam się strasznemu konsumpcjonizmowi, może nawet, o zgrozo, wpieprzę jakąś szynkę, a wy tam sobie, zwariowane wariaty siedźcie, wy tam sobie szeptajcie, przekazujcie sobie Słowo Boże. Beze mnie.
Przegląd blogów #1
Dzieje się ostatnio na wordpresie sporo, to i ja postanowiłem, że będę aktywny, co by ktoś tę aktywność zauważył. Stąd moje komentarze na niektórych blogach, stąd sobie nawet subskrypcję na Oddalenie.com ustawiłem, bo to teraz całkiem poczytny i całkiem zgrabnie tworzony blog (angielski Polak, co prawda i w końcu go ktoś powiesi za jaja, bo modą Gombrowicza odważył się, nie raz, krytykować naszą-rasę.pl i naszą-polskę.pl).
Grunt to być na bierząco, przeglądać nawet te najgłupsze wpisy, w których ktoś się żali, że zszedł mu paznokieć, co też, rodem z Kafki, miało dać przyczynę ku niepohamowanej złości na świat, religię, rodziców, kobietę, mężczyznę, psa, albo, co gorsza, na Żydów i gejów. Ostatnio temat numer jeden - kobiety - głównie za sprawą marca i różnych towarzyszących temu miesiącowi garnców, tj. od manif po święta, wdarł się także na blogi za sprawą kompleksu.
Potęga kompleksu jest niezjednana i przyznam, że odbierałem blog Tomek pisze jako pewien żart, czasem może i przesadzony, ale jednak żart i prowokację. A tu, masz ci los, sama prawda na głowę ci się zwala - raz, że kobiety to suki, a i zarażać je HIVem wypada, dwa, że autor przyznaje, iż jest idiotą, ale “spierdalaj gnoju”, że Świetlickiego zacytować, bo co ci do tego. Mój blog - moje kobiety!
Tomasza zostawiam już w spokoju, co by sobie nie zaskarbić przyjemności dostania komentarza: “Niczego nie rozumiesz. Nie rozmawiam już z tobą”. Tomasz więc odchodzi, ale jednak, o kobietach w marcu głośno i to niekoniecznie tak, jakby one sobie tego chciały. I? I nic - parafraza Bursy na koniec:
no to co
milsza mi jest kobieta
od ciebie ty skurwysynie
Polak
W tym mieście urzekło mnie już chyba wszystko, co mogło. To jest właśnie mój problem - zamiast zupełnej separacji, zostawienia tego wszystkiego, ja brnę dalej, tonę w słowach i półszeptach tak niezmiennych, jak stali i niezmienni są ich nadawcy. Rozmawiam i żyję. Witam się i żegnam. Uśmiecham się nawet. Nie odejdę stąd, bo i po co - gdzie pójdę? Wyjadę do Anglii, Irlandii? Przecież tam to samo i jeszcze trzeba się języka uczyć, opowiadać co w Polsce, że nic, że w Warszawie kradną jak kradli, że we Wrocławiu piją jak pili, że w Krakowie zwiedzają jak zwiedzali i że w Toruniu modlą się jak modlili. I że teraz jest nowy rząd i pewnie będzie lepszy, choć przecież w telewizji mówią, że nie jest lepszy więc jeszcze wstydził się będziesz za oddany głos.
Irlandia i Anglia odpadają - Niemców nie lubię od dziecka. Rosja kojarzy mi się z ciągłym kacem w dodatku na mrozie. Podziękuję. Postoję. W Polsce, na przystanku postoję i chociaż mróz tu jak wszędzie i śmierdzi też podobnie, to ja czuję do tego miejsca specjalny pociąg - taki anarchistyczny patriotyzm. Że stoję tu, bo gdzie indziej nie mogę. Że tak źle mi nie będzie nawet w najbiedniejszym kraju Afryki - tam byłbym bogaczem, turystą, pomagałbym może fundacjom, rozdawał obiady. Tylko tutaj mogę mieć taki nastrój.
tu się nawet godnie nie ćpa
Razem z kilkunastoma osobami jak zwykle wsiądziemy do autobusu, jak zwykle upchamy się na brudnych siedzeniach, przetrzemy te szyby, przełożymy portfele w bezpieczne miejsca (nie żebyśmy sobie nie ufali), może nawet włączymy swoje tanie empetrójki, może nagrane mieć tam będziemy coś o pierdoleniu Polski albo coś o miłości do niej, poczytamy ogłoszenia na szybach, że pekaes nas kocha, że my kochamy go także, że uwaga na kieszonkowców, oni gdzieś są i czyhają na biednych (biedniejszych od nich), poczytamy o biletach miesięcznych i o tym, że kurs stąd i dotąd drożeje. Bo w tym kraju zawsze coś drożeje, bo telewizja mówi tylko o podwyżkach, bo przecież nie może być tak, że w tak śmierdzącym i brzydkim Państwie cokolwiek będzie tanie, nie może być tak, żeby rencistom starczyło na chleb, żeby przerażony młodym dziewczynom starczyło na antykoncepcje, a odważnym młodym chłopakom na narkotyki. Tu się nawet godnie nie ćpa, nie mówiąc o pieprzeniu.
Ja nie narzekam. Dobra, narzekam. Narzekam bo jestem Polakiem, w dodatku młodym. Student, wszystko mi wolno i nawet jeśli ty uważasz, że mi nie wolno (że za mało jeszcze wiem), to naprawdę, zrozum, i tak wszystko mi wolno.
Więc startujemy - stacja Landeshut kierunek Waldenburg. Z małego miasta o małomiasteczkowych ambicjach Warszawy do dużej wioski, w której upadło nawet to, z czego słynęła. Nie żebym był złośliwy - Wałbrzych to niezłe miasto do stoczenia się, zapaści. Hasłem tej zapomnianej mieściny powinno być „Wałbrzych - apatia i marazm”. Albo „Wałbrzych wspiera górników” (czyt. Alkoholików).
Więc tak sobie jedziemy, słuchamy empetrójek, patrzymy się za okno, mijamy wieś Borówno (Bóg wybacza, Borówno nigdy), mijamy Czarny Bór i Gorce. Zdajemy sobie sprawę, że jeśli dłużej tak poskaczemy na tych wybojach, to zwrócimy nasze tanie śniadania przygotowywane nad ranem na tanich blatach kuchennych. Jesteśmy Polakami, biedy i taniochy się nie wstydzimy, wręcz przeciwnie, robimy wszystko, żeby wyglądało jeszcze biedniej i jeszcze taniej - w Landeshut malują domy w pastele (róże, żółcie, rażąca zieleń). Do połowy, „dla kolarzy”, bo pasteli na górę już nie starczyło. Jak się jedzie autobusem to masz wrażenie, że włożyli cię do jakiegoś symulatora lotów kosmicznych i masz niezłego tripa. Jestem ciekaw, co myślą Niemcy, którzy przyjeżdżają na te tereny masowo i oglądają swoje stare pastelowe posiadłości. Chyba mogliby nawet organizować kursy: „Obudź w sobie Hitlera - podróże do Polski”.
Wałbrzych jest przynajmniej jednolity - jednolicie szary i czarny, zapylony tynkiem, zapełniony reklamami i rozkładającymi w lato swoje zwłoki górnikami. Taka czarna masa, bez formy, bez czegokolwiek, co by to miejsce ratowało. Wielkie wyborcze bilbordy lokalnych polityków z hasłami „Darmowe parkingi”, „Darmowy internet” wzbudzają tylko cichy lament, odnoszą się, że tak powiem, do czystej natury Polaka.
luksus ADHD
Mam kompleks mniejszości, wiem, żyję w małym miasteczku, jeżdżę do dużej wsi. Wyrosłem na odrapanych ścianach, kopaniu piłki o mury niemieckich kamienic - wtedy nikt z nas nie mógł sobie pozwolić na luksus ADHD, wpierdol od rodzica i po krzyku. Baw się dalej w chowanego. Jakieś psychologiczne kursy? Zaświadczenia dysortografii? Poradnia zdrowia psychicznego? Superniania? Chyba żartujesz - rodzice robili cię z początku na górnika, dopiero potem przyszła cała ta zabawa z „musisz iść na studia bo nic w życiu nie osiągniesz”. I teraz mamy uczelnie zapełnione idiotami z zaświadczeniami o dysortografii.
Chociaż, urodziłem się w kapuście, tak utrzymuje moja siostra. Pochodzenie kapuściane, ale jakie plany! Matka ciągle mówiła, że jak będę duży, to zostanę prezydentem. Wtedy się cieszyłem, mieć taką władzą - obcinać im te renty, te emerytury, ustawiać podatki od brody, od łokci, od fryzury! Ale teraz bym nie chciał - widzę, że siedzi tam całkiem spora gromadka innych kapuścianych głąbów, co to poobcinać również sobie lubią. Ja tam tłumu nie cierpię - ocieranie się, wymiana poglądów, zapoznawcze wizyty, zapoznawcze trunki, zapoznawcze łóżka. Nuda.
bi strejt
Potem jakiś nacjonalista mówi mi, że nie tutaj jest moje miejsce, że powinienem w trybie natychmiastowym zadzierać kiecę i lecieć, tylko pozbieraj wcześniej te pedalskie ciuszki, spal wszystkie mosty. Możesz zostać ale: Kochaj Polskę, ojczyznę, naród, kochaj, kochaj, miej logo miasta na komórce, dzwonek z hymnem państwowym, bi strejt, 100% hetero, kochaj Górnik Wałbrzych, Kościół, paciorków zmawiać nie musisz, to pedalskie, kochaj kobiety, ale tak, żeby znały swoje miejsce, pij z kolegami, idź do wojska, każdy facet musi iść do wojska. A jak nie to spierdalaj, idź stąd, bo ci zajebię, pedale pedalski ty. Co mądrzejszy, to wytknie ci modę: że teraz moda na bunt, na ateizm, na lewactwo, na pacyfki moda jest i że moda na kosmopolityzm. Że modnie jest jebać Polskę. A ja przecież stoję, tam gdzie stałem, od początku, niezmienny prawie tak, jak nacjonalizm. Ja tu, drogi skinheadzie, byłem wcześniej niż emo i wcześniej niż moda na ateizm.
Ale nie przegadasz - wyrzucą cię z tego syfu, z tego zsypu. Ty się taplasz w błocie, oglądasz te towary, których nigdy nie kupisz, brudzisz wystawową szybę, a tu z dobrocią w sercu nacjonalista wyrzuca cię z kraju. Idź sobie, nie bądź biedny, pedałuj gdzie indziej. Tutaj jest się biednym i smutnym, ale z a d o w o l o n y m z kraju, który nie dał ci absolutnie nic oprócz chrztu i lekcji na ulicach. Nie podoba się to możesz wyjechać.
Gdzie wyjechać? Przecież ci mówię, debilu, że nigdzie indziej nie będę tak wspaniale biedny, że nigdzie indziej nie będę pedałem, że nigdzie indziej nie wytkną mi żydostwa, że nigdzie indziej nie dostanę po twarzy za samo tylko istnienie. Palestyna? Chiny? Po co, skoro i tutaj można zginąć, i tutaj można być innym. Jestem biedniejszy od Jezusa Chrystusa. A patrząc na ciebie zaczynam się uczyć tej drugiej kwestii, typowo polskiej: Jestem biedny ale wdzięczny Polsce!


